Śląski Kopciuszek

Niezwykła historia małej dziewczynki, kandydatki na służącą, która poślubiła księcia. I jak w bajce: żyli długo i szczęśliwie.

Bohaterką tej niemal bajkowej historii jest Joanna Gryzik. Urodziła się w 1842 roku w rodzinie komorników w Porębie, będącej dziś dzielnicą Zabrza. Kiedy miała trzy latka, zmarł jej ojciec. Matka po roku wyszła ponownie za mąż, a Joasia trafiła na wychowanie do Emilii Lukas, służącej i gospodyni słynnego „króla cynku” Karola Goduli.

Godula

Ten jeden z najbogatszych ludzi na Śląsku, posiadał wszystkie śląskie huty cynku i kilkanaście kopalni. Choć jego własnością było także kilka pałaców, sam mieszkał w małym drewnianym domku w Rudzie Śląskiej. Gospodarstwo prowadziła mu wspomniana Emilia Lukas, a Joannka miała być przyuczana do roli służącej. Można sobie zadać pytanie, jak czteroletnia kandydatka na służącą stała się bajecznie bogatą panną? Ano różnie się nasze losy układają. Bogatego, ale i głęboko nieszczęśliwego Godulę ujęła szczera i bezinteresowna miłość dziecka. To właśnie Joasi Gryzik, sześcioletniej wówczas dziewczynce zapisał cały swój majątek. Godula dzięki niezwykłej pracowitości i intuicji pracując u hrabiego Karola Franciszka Ballestrema doszedł z pozycji pisarza do zarządcy jego majątku, a wkrótce potem stał się jego wspólnikiem w produkcji cynku. Dzięki doskonałej znajomości tematu stał się w niedługim czasie właścicielem wszystkich hut cynku i wielu kopalni na Śląsku. Karol Godula mimo legendarnego niemal bogactwa był samotnym i nieszczęśliwym człowiekiem. Jako młody człowiek został bardzo ciężko pobity i okaleczony. Oszpecono mu twarz, stracił oko, kulał, a także prawdopodobnie został pozbawiony męskości. Spowodowało to, że stał się milczkiem i odludkiem. Nic dziwnego, jedni bali się go z powodu straszliwego oszpecenia, a inni, zazdroszcząc mu bogactwa, nazywali „diabłem z Rudy”. Nawet najbliższa rodzina, siostrzeńcy, którzy zawdzięczali mu godziwą pracę, buntowali przeciw niemu robotników w jego kopalniach. Tylko mała Joasia, która sama przeżyła odrzucenie przez matkę, potrafiła zrozumieć samotność i smutek odludka. Gustaw Morcinek na początku swojej książki „Pokład Joanny” opisuje tę sytuację tak  …” tajemnicze, straszne drzwi otworzyły się i w progu stanął Godula z wysoko podniesionym kagankiem. Czego chcesz?-zapytał chrapliwie.-Kwiaty wam przyniosłam…Bo jesteście nieszczęsliwy…A ja was chcę kochać, panie Godula…I stała się dziwna rzecz. Oto Godula schylił się niewierzący, oświecił Joasię, postawił kaganek na progu, wyciągnął do niej ramię. Pogładził nieśmiało po głowie. A potem ujął ostrożnie jej dłoń i poprowadził do izby. Cofał się i patrzył zdumiony na Joannę. Jakby własnym oczom nie dowierzał. A potem zapytał ździwiony: – Joanko, ty się mnie nie boisz? –Trochę, ale bardzo nie, panie Godula…Gdy zaniepokojona matka wstąpiła do Godulowej izby, zastała go siedzącego na niskim stołeczku, opowiadającego zasłuchanej Joance jakąś słoneczną bajkę..” Tyle fikcja literacka. Faktem jest, że Karol Godula sprowadził dla niej prywatnych nauczycieli. Kiedy wyjeżdżał na leczenie do Wrocławia, zabrał Joannę ze sobą. Tam, dzień przed śmiercią sporządził przed komisją sądową testament, w którym uczynił Joannę Gryzik swoją główną spadkobierczynią.

Joanna Gryzik

I tak mała sześcioletnia dziewczynka z ubogiej rodziny, stała się właścicielką wielu hut, kopalni i majątków ziemskich. Wyznaczeni przez Godulę opiekunowie zapewnili jej staranne wykształcenie. Joankę ze względu na niefortunny zapis w testamencie mówiący, że gdyby młoda spadkobierczyni zmarła bezpotomnie majątek przejdzie w ręce siostrzeńców Goduli, chroniono bardzo starannie. Wkrótce, bowiem po śmierci Karola Goduli, jego siostrzeńcy próbowali najpierw obalić testament, a później sprzedać swoje prawa do przyszłego majątku. Ponieważ prawdopodobnie próbowano dziewczynkę otruć, pilnowano jej nieustannie. W wieku szesnastu lat Joanna poznaje porucznika huzarów hrabiego Hansa Ulryka Schaffgotscha, należącego do osiadłej od XIII wieku na Śląsku rodziny arystokratów niemieckich. Do rodziny Schaffgotsów należały m.in Cieplice, Kowary, zamek Chojnik i wiele wsi. I choć Morcinek opisuję dość surowo wygląd arystokraty, to prawdopodobnie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Potwierdzają to zresztą późniejsze wydarzenia. Aby jednak młodzi mogli zawrzeć związek małżeński, potrzeba było zrównania statusu społecznego. I jak zwykle, ogromny majątek otwiera wiele możliwości. Zgodnie więc z powszechnym zwyczajem, kupiono dla Joanny Gryzik szlachectwo. W 1858 roku z rąk króla Prus Fryderyka Wilhelma II, otrzymała ona tytuł von Schomberg-Godula. Zarówno tytuł Schomberg, czyli nazwa jej posiadłości (Szombierki), jak i herb w niebiesko-złotych barwach Górnego Śląska z górniczymi narzędziami – młotkiem i pyrlikiem, nawiązywały do pochodzenia nowej arystokratki. Nic już nie stało na przeszkodzie szczęśliwego zakończenia miłości młodych. Ponieważ Hans Urlyk Schaffgots posiadał tylko tytuł szlachecki, ogromny majątek, który wniosła Joanna Gryzik uciszył ewentualny sprzeciw magnackiej rodziny. Młodzi małżonkowie wkrótce po ślubie kupili m.in. Kopice niedaleko Grodkowa. Hans Urlyk przy pomocy wybitnego architekta śląskiego Carla Ludecke zrealizował swoje plany, tworząc jeden z najokazalszych pałaców na Śląsku. Jak w bajce powstał bardzo malowniczy pałac, ozdobiony licznymi wieżami i wykuszami. Pięknie uformowane sterczyny wieńczące szczyty i bogaty detal architektoniczny, nadawały neogotyckiemu pałacowi fantastycznego wyglądu. Ponieważ dziewiętnastowieczny Kopciuszek był, jak już wspomniałam właścicielem wielu hut i kopalń, na parterze pałacu znajdowały się pomieszczenia biurowe. Tu także umieszczono niezwykłą galerię zbiorów rzeźb, obrazów i trofeów myśliwskich. Prawdopodobnie i tu także znajdowała się kolekcja cennych i rzadkich książek oraz zbroi rycerskich. Natomiast na pierwszym piętrze mieściły się prywatne apartamenty pary hrabiowskiej. Hans Urlyk zajmował pokoje od północy a Joanna od południa. Całe drugie piętro przeznaczone było dla ich czworga dzieci. Warto zaznaczyć, że mimo ogromnego majątku, który zresztą Joanna pomnożyła, ich dzieci wychowywały się pod okiem rodziców.

Pałac

źródło fot.:https://www.google.pl/search?q=kopice+zamek…

Przed fasadą pałacu, wybrukowany taras ozdobiony piękną czterolistną fontanną, kilkoma stopniami prowadził do stawu. Ponieważ pałac otoczony był z trzech stron dużymi stawami, kopicką rezydencję nazywano ”Pałacem na wodzie”. Pałac otaczała fosa połączona kanałem z jednym ze wspomnianych stawów. Ponad kanałem przerzucono kamienny mostek z figurą św. Krzysztofa w neogotyckiej kaplicy. Dziś, tylko dzięki profesorowi Stanisławowi Niciei możemy go oglądać po renowacji, na wzgórzu uniwersyteckim w Opolu. Podobnie jak posag Joanny Gryzik, przedstawiony jako Dama z Harfą. Pałac otaczał ogromny 60 hektarowy park krajobrazowy. Wśród pięknych ogrodów  ze stawami, oranżerią i ogrodami zimowymi umieszczono ponad tysiąc rzeźb postaci i zwierząt naturalnych rozmiarów. Przepiękne fontanny, sztuczne wyspy i ruiny oraz pawilony i hodowane w parku daniele uprzyjemniały spacery. O niezwykłości parku niech świadczy fakt, że niektóre drzewa tropikalne w palmiarni sięgały 17 metrów. Kopicki pałac odwiedzali najznakomitsi przedstawiciele europejskiej arystokracji i polityki. Dzieci Joanny i Hansa Urlyka zawarły związki małżeńskie ze znakomitymi rodami śląskiej arystokracji. A Śląski Kopciuszek, do końca swoich dni pozostał Joanką dbającą o swoich robotników i chłopów. Często odwiedzając ich, mówiła i ubierała się jak kobieta z Górnego Śląska. Zapisała się w pamięci potomnych, jako wielka filantropka fundująca nie tylko kościoły, ale i sierocińce czy szkoły. Jej małżeństwo mimo różnicy wieku (jej mąż był starszy o dziesięć lat) i pochodzenia, okazało się niezwykle szczęśliwe. Można, zakończyć jak w bajce – żyli długo i szczęśliwie.

Niestety współczesny los kopickiego pałacu okazał się smutny. Jeszcze do lat pięćdziesiątych po wojnie pałac był cały, nawet odbywały się tam okolicznościowe bale. Później niestety nastąpiła grabież. Początkowo pod przykrywką prawa, a potem już rozkradano, co się dało. Tragiczny pożar w 1958 roku wzniecony, by ukryć grabieże, zakończył okres świetności bajkowego pałacu. Drugim tragicznym w skutkach wydarzeniem była sprzedaż pałacu w 1990 roku pewnemu biznesmenowi za śmieszną niemal sumę. Zamiast obiecanej odbudowy, nastąpiła kolejna dewastacja. Znikła reszta dekoracji i rzeźb. Obecnie nadal niepewny jest los pałacu.

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.