Zakład Urządzeń Przemysłowych, nyska Fabryka Fabryk

Przez wiele lat nyski ZUP był największym pracodawcą na ziemi nyskiej. Niemal jak feniks powstał z popiołów, a właściwie z gruzów.  Czy rzeczywiście przed wojną znajdowały się na terenie Górnej Wsi niewiele znaczące fabryczki? Czy zakłady zostały zdemolowane i okradzione przez wycofujących się Niemców.          I jak to się stało, że tak wielki zakład nagle ogłosił upadłość. O jego początkach oraz poprawieniu komunistycznych „prawd” traktuje ten wpis.

Początki

W drugiej połowie XIX w. na ziemi nyskiej pojawiają się pierwsze zakłady przemysłowe. Istniejący na terenie twierdzy zakaz budowania jakichkolwiek fabryk spowodował, że powstawały poza miastem, przy drodze prowadzącej na Prudnik na terenie Średniej Wsi. Istniejąca w okolicy gospodarka rolna spowodowała też coraz większe zapotrzebowanie na nowoczesne maszyny rolnicze. Zapewne dlatego pierwsza powstała w tym miejscu firma, produkowała udoskonalone maszyny i urządzenia rolnicze. Założony w 1872 r. przez inżyniera Juliusza Hahna i kupca Maurycego Koplowitza zakład nosił nazwę Nyska Odlewnia Żelaza i Zakład Budowy Maszyn (Neisser Eisengiesserei und Maschinenbauanstalt) określany skrótowo NEMA. Zakład ten początkowo produkował i naprawiał maszyny rolnicze. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych produkcja maszyn rolniczych przestała być opłacalna przestawiono się na tworzenie odlewów, które sprzedawano do fabryk na Śląsku i Wielkopolsce. Nema zaczęła się specjalizować też w produkcji maszyn parowych i pomp wodnych. Produkowano także maszyny papiernicze oraz części do młynów. Z czasem rozpoczęto też produkcję maszyn i urządzeń do przemysłu ciężkiego i kolejnictwa. Dużą rolę w zmianie produkcji odegrał Adolf Rosenstein, dzięki któremu dokonano sporo usprawnień technologicznych. Z tego też zapewne powodu po wycofaniu się Koplowitza z firmy, Rosenstein został wspólnikiem i współwłaścicielem firmy. NEMA eksportowała także swoje wyroby do innych krajów m.in. Rosji, Danii i Norwegii. W okresie I wojny światowej zakład produkował także maszyny do obróbki korpusów pocisków oraz obrabiarki do toczenia luf armatnich. Przy produkcji wykorzystywano jeńców wojennych Ententy z obozu w Łambinowicach. Kryzys gospodarczy spowodował chwilowe ograniczenie produkcji, lecz rozwijający się ruch niemieckiego militaryzmu szybko spowodował rozwój firmy. W 1942 r. Nema produkowała także niektóre elementy do pocisków V2. W tym okresie  Nema musiała wejść w porozumienie z cieplicką firmą „Maschinenfabrik Wagner-Dörries AG.” W nyskiej książce telefonicznej widniała już po tym czasie  jako Dörries-Nema. W Nemie pracowali także więźniowie z obozu jeńców w Łambinowicach oraz znajdującej się przy drodze do Hajduk  nyskiej filii obozu w Gros Rosen (Rogoźnicy). Jako ciekawostkę warto dodać, iż cieplicka firma zajmująca się wcześniej także  papiernictwem, w czasie wojny produkowała lufy i zamki do karabinów. W  maju 1945 r. spotkał ją podobny co Nemę los. Trzy tygodnie zarządu radzieckiego wystarczyły do całkowitego ogołocenia fabryki[1]. Według powojennych opracowań w Nysie z Nemy pozostały tylko resztki materiałów i prefabrykatów pod  gruzami budynków. Ten zakład został najbardziej zniszczony, pozostało tylko gruzowisko.

Czy zakład produkujący tak skomplikowane urządzenia był „małą fabryczką”?

Drugi zakład nyski założony w1884 r. przez Ferdynanda Weigla znajdował się tuż obok. Ta rodzinna firma założona kilka lat wcześniej przez Ferdynanda Weigla była pierwotnie niewielkim zakładem kotlarskim w Grodkowie, który przeniósł się do Nysy. Początkowo siedziba zakładu mieściła się od 1856 r. w śródmieściu na ul. Celnej. W 1870 r. jego syn, Karl Weigel przeniósł zakład na przedmieście radoszyńskie. Rozwijająca się firma zaczęła produkować aparaturę dla przemysłu spożywczego oraz sprzęt przeciwpożarowy. Dodatkowo produkowano  instalacje do centralnego ogrzewania. Z czasem zakład przestawił się z produkcji wyposażenia dla gorzelni czy mleczarni na bardziej opłacalne urządzenia browarnicze. Dużym osiągnięciem firmy było stworzenie ruchomych śmigieł, które nawet zyskały swoją osobną nazwę tzw. skrzydełka weiglowskie. Z kolei zastosowane filtry do zacierów zastąpiły używane dotąd kadzie. Przyśpieszyło to gotowanie brzeczki. W 1884 r. firmę przeniesiono na teren Średniej Wsi i powiększono. Fabryka na nowym terenie rozrosła się i zatrudniała niemal tyle samo robotników co sąsiednia Nema. Firma zyskała nazwę Fabryka maszyn, zakład produkcji kotłów i wyrobów z miedzi, odlewnia metali F. Weigel (Maschinenefabrik, Kupfer und Kesselschmiede, und Metallgiesserei). Nazwa ta przetrwała także, mimo iż do firmy przystąpili inżynierowie Wilibald Spielvogel oraz Ernest Pistorius. Nawet po odejściu założyciela Weigla w 1893 roku i przystąpienia inż. Waldemara Zimmermana nazwa pozostała. W 1900r. zakład stał się przedsiębiorstwem akcyjnym, a w 1919 r. nazwano go Weigelwerk A. G.( action gesselschaft). Ciesząca się dobrą renomą, fabryka jeszcze po wojnie nazywana była imieniem założyciela. Powojenni mieszkańcy Nysy często mówili o sobie „pracuję u Weigla”, mając na myśli późniejszy ZUP. Początkiem XX wieku część wyrobów fabryki Weigla szła na eksport do krajów europejskich, a nawet do Ameryki Łacińskiej i na Wschód(Japonia, Chiny). W 1936 r. Zakłady Weigla zatrudniały około 500 osób. Z czasem zakłady Weigla wyspecjalizowały się w produkcji aparatury dla przemysłu rolno-spożywczego (np.browarów), maszyn rolniczych i generatorów gazowych. Z zakładu pozostała po wojnie połowa budynków, lecz bez wartościowych urządzeń.

 

Zakłady Weigla i kocioł warzelny.

Początkiem XX wieku na terenie Średniej Wsi ulokowały się jeszcze trzy niewielkie fabryki. Firma Carla Jaeszke produkowało maszyny i urządzenia rolnicze. Niektóre z nich były wymyślone w Nysie. Firma była także przedstawicielem dwóch firm produkujących maszyny rolnicze tj. Rudolf Sack i Massey-Harris. Wszystkie maszyny były reklamowane w latach 80 XIX w. w piśmie „Pismo miesięczne Szląskiego Związku Włościan”. Wydawane pismo w języku polskim i niemieckim, zawierało także m.in. fachowe rady dotyczące uprawy buraków, nawożenia czy też sposobu i kosztów otrzymywania pożyczek. Związek Włościan posiadał swoje konto w nyskim banku. Firma mimo wielu sukcesów (udziały w targach międzynarodowych i wielu medali i odznaczeń) po śmierci Carla Jaeszke powoli traciła na znaczeniu.

Stosunkowo krótko istniała spółka  Retting and Co. Zakład założony przez Paula Rettig w 1900 r. znajdował się w okolicy skrzyżowania Piłsudskiego i Dmowskiego. Postępujące ożywienie gospodarcze spowodowało rozbudowę fabryki. Produkowano maszyny rolnicze i pompy wodne. W wydanej w 1925 r. monografii[2], firma wymienia m.in. młockarnie, sieczkarnie, krajarki do buraków, każdą w wielu nowoczesnych wzorach. Zakład zajmował się także remontem i ulepszaniem maszyn rolniczych. W zamieszczonej grafice w reklamie widać oprócz dużych zabudowań fabrycznych duży ozdobny budynek. Przetrwał on wojnę i do dziś stoi przy ul. Piłsudskiego 41.Ciekawostką jest data na szczycie domu od strony pn-zach. 1859. Kolejna data na wieżyczce 1990 wskazywałaby datę odnowienia budynku. Wielki kryzys ekonomiczny w 1930 r. spowodował zamknięcie firmy.

W dużo lepszej kondycji był zakład kotlarski założony w 1865 przez Pralla. Od 1886 r. po przystąpieniu Maksa Straucha, firma się rozrosła i zaczęła produkcję aparatów destylacyjnych dla gorzelni oraz wyroby dla wodociągów i kanalizacji. W 1897 w czasopiśmie  Gorzelnik zamieszczono nie tylko reklamę firmy ale także  pełny opis działania „Aparatu Straucha dla spirytusu wprost z zacieru”[3].

W gazecie zamieszczono informację, że rysunki i opis aparatu firma wysyła bezpłatnie. W 1911 do firmy przystąpił inż. Schmidt, zmieniła się także nazwa na Strauch und Schmidt. Duży rozwój firmy spowodował przeniesienie się z zatłoczonego śródmieścia w sąsiedztwo Nemy. Około 1914 r. fabrykę przeniesiono ponownie w miejsce dzisiejszego skrzyżowania Piłsudzkiego i Podolskiej. W tym miejscu powstał po wojnie wydział aparatury chemicznej PR-5. Zakład Straucha utworzył także filię zakładu w Mikulowicach k/Jesennika. Powiększono także produkcję o instalacje centralnego ogrzewania. Mimo tego fabryka zatrudniająca około 50 pracowników była nadal dużo mniejsza od sąsiadów. Ogromny pożar w 1916 zniszczył  niemal całkowicie fabrykę. Dzięki jednak odszkodowaniom wznowiono produkcję w wynajętych budynkach. Dodatkowe dochody z filii Straucha koło Jessenika pozwoliły na odbudowę spalonej fabryki i rozpoczęcie produkcji już w 1918 roku. Potrzeby pierwszej wojny światowej spowodowały przestawienie profilu nyskich zakładów na produkcję zbrojeniową. W 1925 r. zakład zatrudniał około 400 osób. Fabryka specjalizowała się w produkcji aparatów destylacyjnych i instalacjach centralnego ogrzewania. W 1945 r. zakład Straucha był najmniej zniszczony na tym terenie. Ocalałe mury pozbawione były jednak maszyn. Pozostała także bocznica kolejowa. Do dziś stoi obok przejścia pod wiaduktem stoi budynek, dawniej należący do firmy Strauch, podobnie jak dawna hala zakładu zbudowana z czerwonej cegły nieopodal.

 

Jak już wspomniano, w czasie wojny brakujących robotników, którzy zostali powołani do wojska, zastąpili ponownie jeńcy wojenni z obozu w Łambinowicach. Jeńców brytyjskich, radzieckich oraz włoskich umieszczono w drewnianych barakach na terenie zakładów. Zatrudniano także osoby  wysyłane do pracy przymusowej w Rzeszy. Ilość przymusowych robotników obrazuje poniższa tabela.

NarodowośćIlość osób
Brytyjczycykilkadziesiąt
Francuzi73
Włosi120
Rosjanie150
Polacy16

Podane liczby są zapewne niepełne. Do pracowników przymusowych należy także zaliczyć więźniów ze znajdującej się w Nysie  przy drodze do Hajduk, filii obozu w Rogoźnicy (Gross Rosen), którzy byli codziennie doprowadzani do niewolniczej pracy. Podobnie jak radzieccy jeńcy wojenni traktowani najgorzej. Polacy byli oznaczeni na ubraniu fioletową literą P i nie wolno im było samodzielnie poruszać się po pracy. Ich warunki mieszkaniowe były też dużo gorsze od pozostałych narodowości. Najlepiej traktowani byli jeńcy brytyjscy, mający też dużo lepsze warunki. Szacuje się, że w 1944 r. w nyskich fabrykach łącznie pracowało 1600 osób. Zbliżający się w 1945 r. front spowodował ewakuację większości zatrudnionych.

Powojenna rzeczywistość.

W literaturze do niedawna podawano, że nyskie zakłady zostały niemal całkowicie zniszczone w okresie III-V 1945.  Warto jeszcze raz przypomnieć fakty. Brak jest jakichkolwiek informacji o tych zakładach aż do końca lipca. Dopiero 1 sierpnia strona polska przejęła przemysłowe tereny na Średniej Wsi. Okazało się, że z zakładów Nema-Dorris  pozostały pod gruzami resztki materiałów i prefabrykatów. Zakład został niemal całkowicie zniszczony. Z fabryki Weigla ocalało ok. połowa budynków, ale bez wartościowych urządzeń. W dużo lepszym stanie była hala firmy Strauch &Schmid. Ona również pozbawiona była maszyn podobnie jak niewielka filia głuchołaskiej fabryki Carl Kuehen-Maschinen und Werkzeugbau. Ocalała też bocznica kolejowa. Oficjalnie mówiło się o zniszczeniach wskutek bombardowań oraz wymontowaniu maszyn przez wycofujących się Niemców. Obecnie wiadome jest, że za armią radziecką postępowały specjalne oddziały, których zadaniem było zabieranie wszystkiego co miało jakąkolwiek wartość. Ich łupem padały maszyny i urządzenia przemysłowe a nawet tory kolejowe. Pierwsi mieszkańcy powojennej Nysy wspominali, że w okolicach obecnej Alei Wp. Znajdowały się specjalne magazyny, skąd pociągami wywożono zdobyczny majątek na wschód. Powojenne opracowania opisują wspomniane zakłady jako małe, niewiele znaczące fabryczki. Sadząc jednak z ich osiągnięć i grafik reklamujących się zakładów były to całkiem spore zakłady. Nie jest też prawdą, że zostały one celowo zniszczone i zdemontowane przez wycofujące się wojska niemieckie. Niemcy mieli nadzieję wrócić niebawem, stąd ukrywanie m.in. dokumentacji. Gorący czas walk frontowych nie sprzyjał demontażowi czegokolwiek. Niestety faktem jest totalne zniszczenie tego terenu. Przez wiele lat oficjalna wersja brzmiała „Park maszynowy w znacznej mierze zdewastowali wycofujący się już hitlerowcy, którzy ponadto wywieźli bądź zniszczyli dokumentację techniczną [4].

Pierwszego sierpnia 1945 r. władze polskie oficjalnie przejęły tereny po dawnych zakładach przemysłowych. Do października zakład odgruzowywało 45 robotników niemieckich. Dopiero jesienią zgłosiło się kilkunastu Polaków do pracy. Mimo bardzo trudnych warunków udało się do grudnia wyciągnąć spod gruzów i naprawić pierwsze maszyny. Uruchomiono odlewnię żeliwa w dawnych zakładach Weigla, gdzie wyprodukowano 14 t. klocków hamulcowych i rusztów do parowozów dla polskiej kolei. W części zakładów Strauch & Schmidt rozpoczęto produkcję aparatury do gorzelni i cukrowni. W obu zakładach dokonywano także napraw dla okolicznych klientów. W styczniu 1946, po oficjalnym przejęciu zakładów przez delegata z Ministerstwa Przemysłu stwierdzono, że nadal ponad 60 % zakładów jest zniszczona. Tym bardziej godny podziwu jest fakt wyprodukowania do maja 1946 r. kolejnych 150 t. rusztów dla kolei. Być może ten fakt zdecydował o dalszych losach zakładu. W Warszawie rozważano możliwość kompletnego demontażu dawnych zakładów na Średniej Wsi. Planowano rozwój fabryki maszyn w Porębie k. Zawiercia z filią w Kuźni Raciborskiej. Tam też trafiła pierwsza wyremontowana w Nysie wiertarko-frezarka oraz maszyna do gwintowania luf armatnich.  Ostatecznie w tym roku wszystkie poniemieckie zakłady ze Średniej Wsi, połączono w jeden pod nazwą Południowe Zjednoczenie Przemysłu Metalowego. Ponieważ Delegatura z Ministerstwa Przemysłu przejęła formalnie  zakład 1stycznia 1946r. Uznano tę datę jako koniec wstępnej odbudowy, choć nadal trwało odgruzowywanie zakładu. W gruzowisku znajdowano resztki maszyn czy rozbite korpusy. W niektórych obrabiarkach  zamontowane były lufy armatnie, których niemieccy robotnicy nie zdążyli obrobić[1]. Z braku materiałów wykorzystywano także lufy czołgów z okolicznych pól. W połowie 1946r. istniejący zakład podzielono na dwa, ale pod wspólną dyrekcją. Po pół roku ponownie złączono zakłady, które otrzymały nazwę Państwowe Zakłady Budowy Aparatów Chemicznych i Maszyn. Końcem 1946 roku w nyskim zakładzie pracowało 135 osób, z czego 23 było pracownikami umysłowymi. Już od 1945 r. niemieccy inżynierowie Engelhard, Thomas, Baudach Bätcher i Neufeld opracowywali na polecenie dyrekcji rysunki techniczne drobnych elementów do remontowanych w tym czasie urządzeń. Już też w 1946 r. utworzono Biuro Konstrukcyjne, które adaptowało i uzupełniało dokumentację techniczną. Rok później akta biura zostały wzbogacone o ukrytą w jednym z bunkrów  dokumentację techniczną. Dzięki tym dokumentom można było rozpocząć budowę wyposażenia gorzelni dla Chełmży.  Nie wiadomo czy znalazca inż. Szyba otrzymał jakąś nagrodę. Jeden z robotników, który znalazł w ruinach pudełko płytek węglików spiekanych uformowanych na ostrza noży tokarskich otrzymał dużą nagrodę. Jej wartość kilkakrotnie przewyższała jego miesięczną wypłatę. Większość prac wykonywano ręcznie, nawet przesuwanie suwnicy po hali. Działało tylko sześć maszyn. Kilka z nich miało wspólny transmisyjny, co  powodowało ich przestój w momencie zerwania pasa. Z braku oświetlenia praca odbywała się na jedną zmianę. Warunki były bardzo trudne. Nadal część budynków w 1947 r. była po prostu ruiną. Podjęto w tym czasie decyzję o odbudowie Nemy. Część z pionierów wspomina: „W hali obecnego Wydziału montażowego brakowało jednej ściany szczytowej i pod dziurawym dachem pracowała grupa remontowa. Niejednokrotnie rano po przyjściu do pracy musieliśmy odgarniać śnieg, którego nasypało na remontowaną przez nas obrabiarkę,…Waciaki mieli tylko nieliczni, kto się ogrzał, doskakiwał do remontowanej maszyny, popracował chwilę i znowu wracał do koksiaka;… wyprawa po narzędzia połączona była z ryzykiem. Łatwo można było zostać przygniecionym zwisającymi fragmentami dachu i innym żelastwem[2]. Papier ścierny był takim rarytasem, że wydzielał go kierownik z kasy pancernej. Do tego na polecenie władz Zjednoczenia, wymontowano, pierwszą wyremontowano obrabiarkę oraz jedną z suwnic, które przekazano innemu przedsiębiorstwu. Na szczęście w lipcu nyski zakład otrzymał 6 obrabiarek pochodzących z tzw. puli odszkodowań przyznanej Polsce za zniszczenia wojenne. Sprowadzono też kilka ciężkich maszyn (m.in. wytłaczarki, strugarkę wzdłużną). Zamontowano 7 nowych suwnic i dwa kompresory. We wrześniu 1948 r. ponownie zmieniono nazwę na zakłady Przemysłu Metalowego Nysa. Rok później nyski zakład został przejęty przez nowopowstałe Ministerstwo Przemysłu Ciężkiego. W następnych latach udało się oddać do użytku kolejne wydziały i zbudować kotłownię, przez co w 1954 r. cały zakład zyskał centralne ogrzewanie. W 1959 r. powstała istniejąca do końca nazwa Zakład Urządzeń Przemysłowych. Rok później nyski zakład stał się jednym z największych zakładów na Opolszczyźnie i zatrudniał 2 tys. osób. Zaczęto też rozbudowywać zakład (m.in. o wydział ciężkiej aparatury chemicznej). Z otrzymanych kredytów zbudowano też  rozprężarnie tlenu. Był to pierwszy taki obiekt na Opolszczyźnie i jeden z nielicznych w ówczesnej Polsce. Produkujący niemal 93%  wyrobów na eksport (głównie do ZSRR) zakład otrzymał maszynę cyfrową Mińsk 32 w 1965 r. Jednocześnie z powodu nadrzędnych decyzji Zjednoczenia zmuszające nyski ZUP do pewnych produkcji spowodował niedotrzymanie planowych terminów. To z kolei generowało ogromne koszty na poczet kar umownych. Nyski potentat jednak nadal dobrze funkcjonował. Dzięki zakładom powstały w 1947 r. klub sportowy Olimpia otrzymał nazwę w 1951 r. Stal Nysa. Klub ten od 1957 r. objęto oficjalnym  patronatem ZUP. Choć w czasie kryzysu zakład w 1990 r. wycofał się z dotychczasowej formy sponsorowania, to przekazał Stali Nysa nieodpłatnie krytą pływalnię, stadion, halę sportową i klub Hefajstos. W podobnym okresie czasu (1964) rozpoczęto budowę bloków dla pracowników (przy ul. Armii Krajowej). W 1965 r. otwarto nową siedzibę Klubu Techniki i Racjonalizacji przy ul. Kramarskiej. Dwupoziomowa piwniczka stała się ulubionym miejscem młodego pokolenia. Trzy lata później otwarto Klub Młodzieżowy Hefajstos przy ul. Królowej Jadwigi. Klub Hefajstos przy ul. Królowej Jadwigi był klubem stworzonym przez i dla młodych członków ZMS. Nazwa Hefajstos nawiązywała do kuźni kultury. Sama idea powstania klubu narodziła się już w 1964. Cztery lata później po przeprowadzonym remoncie parteru kamienicy ten nieco hermetyczny klub rozpoczął działalność. Sufity wyłożono płytami dźwiękochłonnymi, aby nie utrudniać życia mieszkańcom wyższych kondygnacji. Ściany zostały wyłożone elementami metaloplastyki stworzonymi w nyskim ZUP. Na jednej ze ścian wisiał wykonany z miedzianej blachy mitologiczny bóg Hefajstos, patron kowali. Spory udział w wystrój klubu włożyła nyska artystka Jolanta Tacakiewicz. Przy zakładach ZUP w 1973 r. powstał Związek Wędkarski Metalowiec nr 3.

W 1974 r. Nysę odwiedził Edward Gierek, który przychylił się do planu rozbudowy zakładu o ZUP II. Pierwszy ZUP I od dawna miał zbyt małą powierzchnię w stosunku do produkcji. Dzięki uchwale Rady ministrów ZUP otrzymał ogromny kredyt (2,5 mld zł) i już rok później ruszyły prace na pn-wsch. od starego zakładu. W myśl umowy Jaroszewicza z Kosyginem nyski ZUP II, nazywany Fabryką Fabryk miał dostarczać do ZSRR 45 tys. ton aparatury chemicznej. Już w tym czasie nyskie zakłady produkowały kompletne fabryki m.in. produkcji kwasu siarkowego. Montowano fabryki w Niemczech zachodnich, Turcji czy Maroko. Bark odpowiednich mocy spowodował rezygnację z sypiących się w latach 1972-73 zamówień do wielu zachodnich krajów. Stąd planowana inwestycja miała mieć dwukrotnie większą powierzchnię niż dotychczasowy zakład. Na 44 ha (a więc dwa razy większym terenie) miała m.in. powstać ogromna hala produkcyjna. Zamontowane w niej suwnice zaplanowano na udźwig 200 ton. Dotychczas używane w starym zakładzie miały udźwig do 30 t. Inwestycja miała się zakończyć w 1978 r.

Trudności z odwodnieniem terenu spowodowały przesunięcie zakończenia budowy na 1981 r. Eksport ZUP w tym czasie przekroczył 85%, w tym kraje należące do RWPG (Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej) stanowiły znakomitą większość. Jedynie niecałe 10% stanowił eksport do tzw. krajów kapitalistycznych[5]. Nic dziwnego, że załamanie systemu komunistycznego spowodowało problemy zakładu. Duże nakłady na odwodnienie bagnistego terenu i późniejszy kryzys w latach 80 spowodował przerwanie inwestycji. W 1980 Rada Ministrów najpierw przerwała inwestycję, a następnie całkowicie zamknęła. Pozostałą po niej ogromną konstrukcję sięgającą 12 pięter (dł. Na 500 m i szer. 120 m) nazwano Szkieletorem. W 1990 r. miasto przejęło ten teren. Z czasem metalowe konstrukcje sprzedano na złom. Zatrudniający ponad 4 tys. osób zakład po przekształceniu początkiem lat 90 w spółkę akcyjną zaczął wyprzedawać majątek nieprodukcyjny (budynki mieszkalne, przedszkola, ośrodki wypoczynkowe). W 1990 r. pracowało już tylko 770 osób, z czego tylko 250 bezpośrednio przy produkcji. Trudności finansowe spowodowały złożenie wniosku o upadłość  spółki 19 XII 2001r. Nyski ZUP, choć miał jeszcze w 2001 r. pakiet zamówień, nie otrzymywał pieniędzy  bo wszystko szło na egzekucje. Prasa donosiła o ponad 20 mln długach. Choć prowadzono działania układowe z wierzycielami jeden z komorników blokował konta zakładu. W marcu 2002 r. opolski Sąd ogłosił formalną upadłości nyskiego ZUP. Część majątku (basen, przychodnia) przejęła gmina za długi. Rozgoryczeni pracownicy uważają, że winny upadłości był zarząd i rada nadzorcza.

Obecnie na terenie dawnego ZUP działa m.in. fabryka naczep, osi jezdnych i zabudów do pojazdów użytkowych oraz odlewnia.

 

 

 

 

 

 

 

 

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

Jeden komentarz do “Zakład Urządzeń Przemysłowych, nyska Fabryka Fabryk”

  1. Trzeba jeszcze wspomnieć tutaj o Browarze Osc. Khal’a. Zabudowania ów browaru weszły w skład ZUP. W wilii rodziny Khal, która była również restauracją i piwiarnią mieściła się przychodnia przyzakładowa oraz biura współpracy zagranicznej.
    W miejscu stawu lodowego powstała np. instalacja do mrożenia lodu na lodowisku, w jednej z hal istniała studnia z której przedwojenny browar czerpał wodę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.