Śląska Samarytanka i Szare Siostry.

Nazwisko Maria Merker wielu osobom niewiele mówi. Jednak hasło: Siostry Elżbietanki kojarzy większość. Jednak nie każdy wie, że zakon ten swój początek miał w Nysie. Nie było łatwo, ale owoce ich działania trwają do dziś.

SZARE SIOSTRY

Parafrazując piosenkę, możemy powiedzieć, że jak paciorki różańca nawijają się czyny miłości i pomocy innym. Na pewno w życiu małego miasta garnizonowego na tle trudnego i często bardzo biednego życia, jak przysłowiowe paciorki różańca nawlekły się niezwykłe czyny zwykłych dziewczyn. Niezamożnych, ale jednak bardzo bogatych. Myślę tu o nyskich Siostrach Elżbietankach, zwanych Szarymi Siostrami. Ubrane w skromne szare suknie, niosły nieznaną dotąd pomoc. I nie zraziło, ich ani brak większego funduszu, ani niechęć niektórych ludzi.

Aby zrozumieć fenomen powstania zgromadzenia, trzeba przybliżyć ówczesną sytuację ludzi w miastach śląskich. Do miast przybywało oraz więcej osób w poszukiwaniu pracy i chleba. Jednocześnie niedawna wojna spowodowała zubożenie niemal wszystkich ludzi. Liczne instytucje kościelne poprzez m.in. przytułki, przez wiele lat wspierały najuboższych. Akt sekularyzacji w 1810 r. rozwiązał niemal wszystkie zakony, pozbawiając najuboższych  pomocy. Dawniej przy niemal każdej furcie klasztornej biedni mogli liczyć choćby na kawałek chleba. Urzędowy pruski zakaz żebrania pod karą więzienia, zwiększał tylko biedę. Końcem 1842 r. rząd pruski zobowiązał gminy do tworzenia w razie potrzeby czasowych szpitali i doraźnego pomagania. Powstałe przy magistratach tzw. Dyrekcje ubogich tylko w małym stopniu mogły służyć pomocą. Poza konkretnymi, zamkniętymi placówkami najbiedniejsi zostali pozostawieni samym sobie. W ciasnych mieszkaniach, często bez wody i sanitariatów chorowały i głodowały często całe rodziny. Brak sierocińców powodował, że osierocone dzieci, głodne i obdarte błąkały się na ulicy. W miastach zdarzały się domy oznaczone przez policję, gdzie umierały powoli całe chore rodziny. W sytuacji, kiedy mało kto pomagał, pojawiło się małe stowarzyszenie kobiet, które chciały nieść bezpośrednią pomoc. Zapewne już w domach rodzinnych spotkały się ze zwykłą sąsiedzką pomocą. Zadziwiający jest jednak ich hart ducha i ogromna chęć niesienia pomocy wszystkim potrzebującym.

W lipcu 1842 r. po śmierci matki Marii i Matyldy Merkert, te dwie pobożne dziewczyny wraz z ich przyjaciółką Franciszką Werner postanawiają opiekować się chorymi i opuszczonymi. Ich drogi krzyżują się z Klarą Wolf z Prudnika. Postanawiają sprzedać swój skromny dobytek i zamieszkać razem. Dzięki pomocy ks. Franciszka Ksawerego Fischera otrzymały pokój na piętrze dawnego domu altarzystów. (W miejscu tego domu, w 1895 zbudowano konwikt dla chłopców gimnazjalnych). Po sprzedaniu swoich rzeczy uzyskały niewielki kapitał 280 talarów, za który postanowiły pomagać biednym. Pracą tj. robótkami ręcznymi, szyciem bielizny zarabiały na życie i pomoc dla biednych. Już w listopadzie 1842 r. opiekowały się 17 chorymi, którym trzy razy dziennie przynosiły jedzenie. Dodatkowo od 1843 r. Maria Merkert i Franciszka Werner, jako najmłodsze  raz w miesiącu obchodziły domy, w których obiecano im pomoc. Wyszukiwały potrzebujących i pomagały poprzez opiekę, posiłek itd. Od szarego ubrania, które nosiły, nazwano je Szarymi Siostrami.

Swoją działalność rozpoczęły 27 września 1842 r. od Mszy św. W kościele św. Jakuba. W małym pokoju pod obrazem Najświętszego Serca Jezusa złożyły uroczyste przyrzeczenie pomocy ubogim. Ich bezinteresowna pomoc przeszkadzała niektórym. W 1843 r. w saksońskiej prasie ukazały się złośliwe i nieprawdziwe artykuły. Zaczęła się  krytyka i donosy. Za nimi ruszyły urzędowe śledztwa, które jednak nie wykazały winy dziewcząt. Ich bezinteresowna pomoc najbiedniejszym, była prywatnym działaniem i nie wymagała pozwolenia władz. Rok później ta sama gazeta zamieściła kolejny „sensacyjny” artykuł, jakoby Franciszka Werner urodziła  nieślubne dziecko. Drobiazgowe śledztwo wykazało, że wykorzystano przypadkową zbieżność nazwisk. Rzeczywiście pewna Franciszka Werner z Paczkowa, pomoc domowa, została uwiedziona i miała dziecko z żołnierzem. Kres tej nagonce położyło urzędowe  oświadczenie nyskiego burmistrza, że są to dwie różne osoby, tylko o tym samym nazwisku. Niesprawiedliwe osądy i oszczerstwa spowodowały dobry skutek. O dobroczynnej działalności stało się głośno. Potwierdził to także wizytujący parafię św. Jakuba ks. kanonik Karol J. Herber. W protokole po wizytacji zapisał m.in.” Cieszą się w mieście najlepszą opinią, zarówno u katolików, jak i protestantów….. mają poważanie u lekarzy, którzy często polecają ich posługę chorym”[1]. Przyłączały się też, nowe chętne do pomocy. Jeden pokój  już nie wystarczał, dlatego w lipcu siostry otrzymały pokoje na parterze, a rok później bp wrocławski ks.Melchior Diepenbrock przekazał im za darmo cały dom altarzystów. Pojawiły się też pierwsze datki wspierające małe stowarzyszenie. W 1846 r.  na prośbę  burmistrza z Prudnika, udały się tam Matylda Merkert i Franciszka Werner, aby pielęgnować w tamtejszym szpitalu chorych. Po dwóch miesiącach obie zachorowały na tyfus. Końcem kwietnia dołączyła do nich Maria Merkert. Jej siostra zmarła kilka dni później 8.V. 1846 r.

Przybywająca ilość dziewcząt chętnych do wspólnoty spowodowała możliwość przekształcenia związku pierwszych pielęgniarek do zgromadzenia aprobowanego przez władze kościelne. Warunkiem było odbycie rocznego nowicjatu dwóch z Szarych Sióstr w klasztorze Sióstr Miłosierdzia i poznanie pielęgnacji chorych. Opiekun duchowy sióstr ks. Franciszek Ksawery Fischer wskazał Klarę Wolf i Marię Merkert. W grudniu 1846 obie zostały przyjęte do  nowicjatu Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Boromeusza w Pradze. Dwa lata później w 1848 zgromadzenie to przybyło do Nysy do szpitala Trójcy Świętej. Wkrótce Szare Siostry  zostały włączone do Sióstr Boromeuszek. W 1849 r. Maria Merkert wróciła do Nysy. Niedługo potem Maria Merkert i Franciszka Werner  opuściły nowicjat i postanowiły nadal  prowadzić dawną opiekę nad chorymi. Zrozumiały, że po ślubach nie będą mogły prowadzić opieki ambulatoryjnej. Wystąpienie z nowicjatu spowodowało nieprzychylność wielu ludzi, którzy zapomnieli, jak wielkie dobro czyniły. Odmówiono im nawet mieszkania w domu altarzystów. Dzięki jednak dobrym ludziom mogły zamieszkać w oficynie przy ul. Św. Józefa w małym pokoju. Ponownie poświęciły się ambulatoryjnej pomocy chorym. W grudniu 1850 r. Maria Merkert oficjalnie przedstawiła w magistracie swoje Stowarzyszenie Sióstr św. Elżbiety dla pielęgnacji opuszczonych chorych. Szare Siostry wybrały św. Elżbietę z Turyngii (Węgierską) za swoją patronkę. Pragnęły jak ona opiekować się ubogimi i pielęgnować ich w chorobie. Ponownie duchowni nyscy i część katolickich mieszkańców miała złą opinię o Szarych Siostrach, które opuściły nowicjat. Niemile był widziany fakt, że siostry uzyskały poparcie władz miasta  bez akceptacji nyskich duchownych. Spory podzieliły miasto. Jednak dzięki interwencji ks. Buchmanna, ks.kard. Diepenbrock  wystosował odpowiednie pismo do kilku ważnych osób w Nysie. Pozwolił siostrom nadal opiekować się chorymi. Wkrótce coraz więcej dziewcząt dołączało do nich. Szare Siostry w różnych miejscach opiekowały się chorymi, prowadziły żłobki, ochronki czy domy dla starych i schorowanych ludzi. Rozwijających się ruch pomocy, skłonił Marię Merkert do oficjalnego zatwierdzenie ich stowarzyszenia przez władze kościelne. Dzięki pomocy księdza Urbana i licznym listom polecającym biskup wrocławski Henryk Forster uznał Stowarzyszenie Szarych Sióstr za zgromadzenie kościelne w 1859 r. Pół roku później 5 maja 1860 r. Matka Maria Merkert i Franciszka Werner z 24 siostrami złożyły śluby zakonne.  Oprócz składanych zwykle ślubów czystości, ubóstwa i posłuszeństwa dołączyły czwarty ślub pielęgnacji chorych. Dzięki pomocy  dobrych ludzi, już w 1852 r. siostry zamieszkały we własnym domu. Widząc rosnące powołania, Matka Maria rozpoczęła budowę własnej siedziby w1863 roku. Szacunek, jaki otaczał Szare Siostry i ich poświęcenie, zaowocował pomocą  wielu osób przy budowie domu. Szybko, bo już w listopadzie 1865 r. poświęcono kaplicę pod wezwaniem Świętej Rodziny i dom sióstr. Wraz z rozwojem zgromadzenia nyski dom nazwano Stammhaus, co można przetłumaczyć jako kolebka. Matka Maria pomyślała także i o siostrach, które z czasem same z racji wieku będą potrzebować pomocy. Dla nich przy ul. Słowiańskiej w 1887 r. kupiła mały domek. Mający tylko dwa pomieszczenia był za mały, stąd kilka lat później został rozbudowany. Niedługo potem  w 1892 r. obok został zbudowany Dom św. Notburgii. Dom ten w latach  1892-1945 służył jako przytułek dla starych i niezdolnych do pracy służących. Pracujące tam siostry  zajmowały się także przyuczeniem biednych dziewcząt do służby. Po drugiej stronie ulicy Szare Siostry prowadziły od 1884 r. szkołę gospodarstwa domowego dla niezamożnych dziewcząt w Domu Św. Jerzego. W czasie I wojny całe drugie piętro domu zamieniono na lazaret dla żołnierzy.

Nyskie Elżbietanki opiekowały się także potrzebującymi na Górnej Wsi w podarowanym im Domu św. Józefa. Dom św. Józefa został zlikwidowany w 1962r. przez władze komunistyczne. Ponadto siostry pracowały do 1953 r. w szpitalu. Od 1905 r do końca wojny prowadziły gospodarstwo domowe  dla uczniów konwiktu biskupiego.  Prowadziły także Dom Małego Dziecka na Placu Kościelnym. Ten dom od kwietnia 1929 r. do 1945 r. stał się Miejską Szkołą Pielęgnacji Niemowląt. Siostry w czasie wojen opiekowały się także rannymi w lazaretach. Trudno wymienić wszystką pomoc, niesioną przez siostry. W tragicznym marcu 1945 r. siostry po raz kolejny dały świadectwo miłosiernej pomocy. Do ich domów schronili się starzy i chorzy mieszkańcy, których stan zdrowia i brak możliwości nie pozwolił na ewakuację. Po wtargnięciu radzieckich żołnierzy wiele z nich zostało brutalnie zamordowanych. Zostały one pochowane we wspólnej mogile w ogrodzie i są milczącą pamiątką po ich męczeńskiej śmierci. Rosjanie na koniec swojego w tym miejscu pobytu wygonili siostry do ogrodu i podpalili dom św. Elżbiety. Oblali naftą rzuconą na stos bieliznę domową (pościel, obrusy itp.) i popalili. Na szczęście pożar nie wybuchł. Mniej szczęścia miał do św. Notburgii, który stał obok. Spaliło się również skrzydło domu św. Jerzego.

Kilka lat później spotkało siostry kolejne nieszczęście. Władze komunistyczne 1 marca 1953 zwolniły z pracy w szpitalu siostry. Zabrały im także klauzurę, którą miały w nyskim szpitalu od 1893r. Następnie 1 września 1953 r. zamknęły ambulatorium na Górnej Wsi. Nieco później, bo 11 kwietnia 1962 r. zlikwidowano Dom św. Józefa na Średniej Wsi. Władze już „zapomniały” o ich opiece w pierwszych latach po wojnie, ani o prowadzonym internacie dla Carolinum, czy wydawaniu darmowych posiłków w 1945 r. Władze chciały, aby wszyscy mieszkańcy zapomnieli o pielęgnacji chorych czy gotowaniu posiłków dla wszystkich potrzebujących, w trudnym powojennym okresie. Odbudowany w 1954 r. Dom Św. Jerzego  przez krótki czas ponownie służył siostrom. Trzeciego sierpnia 1954 r. w przeprowadzonej tajnej akcji X2 internowano i wysiedlono zakonnice, zmuszając je w wyznaczonych miejscach do pracy. Internowanie sióstr w 1954 r. było znanym już w historii „skokiem na kasę”. Polska w latach 1950-53 popierała komunistów w Korei, co pogorszyło sytuację ekonomiczną. Pilny brak pieniędzy, trudności lokalowe można było zaspokoić, zabierając komuś innemu. Przy okazji realizowała się polityka ateizacji państwa. Starannie zadbane i wyremontowane klasztory zakonne były łakomym kąskiem. Aby stworzyć fikcyjną legalizację grabieży, przypisano siostrom „uprawianie działalności rewizjonistycznej”. Ten absurdalny zarzut motywowano faktem niemieckości sióstr. Nie wiele osób wiedziało, że było ich mniej niż 5%. Nie przeszkadzało też władzy komunistycznej proponowania wolności siostrom w razie opuszczenia zakonów. Po dwóch latach internowania wiele obiektów zakonnych zmieniło swoje przeznaczenie. Znajdujący się na uboczu budynek na Słowiańskiej, był idealnym celem. W Domu św. Jerzego szybko utworzono Szkołę Położnych oraz mieszkania. Później na parterze utworzono Przychodnię. Piętra domu zamieszkałe były jeszcze do lat  90”. Po kilku latach, zniszczony Dom św. Jerzego wrócił do prawowitych właścicielek. Niestety jego stan nie jest dobry. Na szczęście dom Macierzysty i dom sióstr emerytek przetrwał. Choć planowano i te zabrać. Dziś pomoc w domu przy ulicy Sobieskiego  znajdują nadal potrzebujący. Codziennie siostry wydają obiady. W soboty i niedziele opiekują się biednym dziećmi, które tu oprócz posiłku znajdują pomoc w nauce, ubrania i zabawki.

 

 

 

[1] K.Dola Maria Franciszka Werner (1817-1885),2006, s.33.

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.