Kościelni złodzieje.

Dziś w nowoczesnym świecie, wiele osób traktuje kościół czy inne miejsca związane z kultem religijnym jako kolejną atrakcję turystyczną. Ot miejsce, które jak każde inne można okraść. Czy zawsze tak było ? Wszakże i piramidy w Egipcie były plądrowane. O złodziejaszkach tego typu traktuje niniejszy artykuł.

Kiedyś Cyceron zawołał „O tempora, o mores”, co za czasy i obyczaje. Dziś często wyrywa się podobne określenie okraszone jeszcze słowami” kiedyś było inaczej”(czytaj lepiej). Nie, nie było lepiej. Człowiek zawsze miał podobne cnoty i przywary. Byli bogaci, którzy chcieli jeszcze więcej. Byli też chętni na cudze dobra. I właśnie o tych drugich słów kilka na przykładzie Nysy. Duża popularność jezuitów a szczególnie propagowany przez nich kult Madonny z Foy zaowocował licznymi wotami. Zapewne wieszano je w ołtarzu jej poświęconym. W 1725 r. jakiś złodziej włamał się w nocy  do kościoła jezuickiego  i ukradł wszystkie wota z obrazów oraz te szczególnie cenne z obrazu MB z Foy. Złodziej ukradł także z zakrystii srebrny kielich, który używano do ablucji ust po Komunii św.

Podobnej kradzieży darów wotywnych dokonano w kościele św. Franciszka z Asyżu. W tym skromnym kościele na Przedmieściu Morawskim znajdował się słynący łaskami obraz Maryi Panny z trzema białymi różami. W połowie grudnia 1732 r. pewni włóczędzy wykorzystali fakt, iż nowy zakrystian po nieszporach nie zamknął kościoła. Rozbili gabloty i skradli cenne wota. Zostali już w kwietniu  1733 r. ujęci w Ząbkowicach. Już po fakcie spisano wszystkie wota jakie padły łupem złodziei. Łącznie skradziono około 140 cennych przedmiotów. Aby dać pojęcie o ich wartości przytoczę z książki K. Doli:” 3naszyjniki, złożone, każdy, z kilku sznurów wielkich i małych pereł, korali i granatów. 3 krzyże (złoty i 2 srebrne pozłacane), 5 srebrnych pudełek i 13 puzderek na relikwie, 8 łańcuchów złotych i srebrnych, wiele kamieni w srebrnych oprawach i inne rzeczy uznane za cenne”. Łupem złodziei padały także relikwie. I tak w 1679 r. Jan Beck, który ukradł relikwiarz św. Syzyniusza. Człowiek ten w kolegium jezuickim był przez 11 lat był koadiutorem (pomocnikiem). Później  ożenił się i został kościelnym na wsi oraz u  świdnickich jezuitów. Już wtedy miał tzw. ”lepkie ręce”  bo przychwycono go na kradzieżach w Świdnicy. Ostatnim jego występkiem była właśnie kradzież wspomnianego relikwiarza. Wkrótce złapany został skazany przez sąd świecki na powieszenie.  Wyrok na jego prośbę zmieniono na ścięcie mieczem. Relikwiarz szybko został odzyskany i odnowiony.

Współcześnie niedługo po beatyfikacji Marii Merkert w kaplicy Trójcy św. na ołtarzu stał relikwiarz jej poświęcony. Bardzo młode mieszkanki Nysy ukradły go, sądząc iż jest ze złota. Policja szybko odzyskała zrabowany relikwiarz. Niestety jest on wystawiany teraz tylko podczas dużych uroczystości. Niestety nie udało się odzyskać jednego z aniołów z tej kaplicy. Został ukradziony niemal w biały dzień kilka lat temu.

Na zakończenie przytoczę dwie nieco humorystyczne historyjki związane z kościelnymi złodziejami. Wkrótce po zajęciu Śląska przez Fryderyka II doszło do pewnej kradzieży. Jak głosiła stugębna plotka, w jednym z nyskich kościołów doszło do gorszącej  kradzieży. Znikły cenne wota wiszące na jednym z wizerunków maryjnych. Jak to i dziś bywa, znalazła się kobieta, która widziała wychodzącego z wyładowanymi kieszeniami pruskiego żołnierza. Ten został szybko odnaleziony. W jego plecaku rzeczywiście znajdowały się złote wota, które według jego relacji podarowała mu sama Matka Boża. Oburzeni mieszkańcy głośno domagali się surowej kary dla wojaka. Rzecz dotarła do przebywającego w tym czasie w Nysie Fryderyka II. Pruski król, protestant, postanowił sprawę załatwić swoim sposobem. Ukrytym motywem była też chęć dokuczenia katolickiemu biskupowi. Żołnierz podlegał pruskiemu sędziemu ale jego czyn był związany  z kościołem katolickim. Zaprosił więc do udziału w jego osądzeniu samego biskupa wrocławskiego Schaffgotsa. Podczas rozprawy z jadowitą uprzejmością zapytał dostojnego biskupa…czy może on z całą pewnością w obliczu Boga i sądu zaprzeczyć, że Matka Boża nie podarowała oskarżonemu złotych kosztowności. Nieco zmieszany biskup nie był w stanie zaprzeczyć takiej możliwości. Na to Fryderyk uśmiechnął się złośliwie, wstał i ogłosił, iż pruski żołnierz pozostaje niewinny. Jednocześnie wydał rozkaz, aby  odtąd żadnemu z jego żołnierzy nie wolno było przyjmować jakichkolwiek podarunków od Maryi.

Druga historia wydarzyła się zupełnie niedawno. Podczas rewitalizacji dzwonnicy, grupka młodych postanowiła wykorzystać stojące przy ścianie rusztowanie i uszczknąć nieco ze słynnych eksponatów Skarbca św. Jakuba. Po przeciśnięciu się do środka przez wąziutkie okienko, spowodowali włączenie się alarmu. Rozległ się przenikliwy głos alarmu. Migające do tego światła zwiększyły panikę rabusiów. Z wyjściem było już dużo gorzej. Stojące na czatach dziewczyny uznały, że jedynym wyjściem będzie telefon do policji z prośbą o pomoc. Wynik był łatwy do przewidzenia. A słyszący o tym mieszkańcy Nysy jeszcze długo mieli temat do żartów. My przewodnicy turystyczni znając wiele podobnych historii, często  celowo nie opowiadamy o niektórych detalach. Przykładem niech będzie  choćby niezwykła figurka  Madonny z Foy z jezuickiego kościoła. Dopiero teraz kiedy bezpiecznie stoi w gablocie Skarbca możemy przybliżać jej niezwykłą historię. Potwierdza się tu też maksyma „Milczenie jest złotem, a mowa zaledwie srebrem”.

 

 

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.