Smutna pamiątka dawnej historii Nysy.

Przykro jest patrzeć na odchodzący w niepamięć ślad dawnych epidemii w Nysie. I zastanawia mnie czy kiedyś w dalekiej przyszłości pamięć o dziś szalejącej pandemii koronawirusa Covid-19 też kiedyś pokryje mrok niepamięci? Póki co przedstawiam historię popadającego niestety w ruinę małego kościoła św.Rocha przy ulicy Wojska Polskiego.

Powstanie popadającego coraz bardziej w ruinę kościoła św. Rocha przy ul. Wojska Polskiego związana jest epidemią dżumy w okresie wojny trzydziestoletnie. Przetaczające się przez Śląsk kolejne wojska,  były jedną z tego przyczyny. Każda armia potrzebowała żywności, stąd liczne grabieże. Dramatyczną sytuację ludzi w tym czasie przybliża R. Fukala ..” Grabieże wojenne szybko spowodowały niedobory żywności i pieniędzy. Pola leżały odłogiem, ponieważ chłopi umarli lub przed opuszczeniem wioski sami niszczyli wszystko, łącznie z plonami, aby nie wpadły w ręce grabiących żołnierzy. Głód wyniszczał zarówno zwykłych mieszkańców, jak i żołnierzy na kwaterach zimowych. Wzrastały ceny chleba, mięsa i zboża, więc zwykli ludzie jadali często psy i koty. W niektórych miastach gotowi byli za bochenek chleba oddać cały dom. Gdzie indziej, jak na przykład na Śląsku jedli „chleb tylko z otrębów i żołędzi”. [1]

Głód powoduje, iż ludzie przynoszą z pewnego wzgórza białą ziemię i pieką z niej chleb. Na osłabionych mieszkańców spada kolejne nieszczęście. Pojawia się zaraza. Umiera tak wiele osób iż zaczyna brakować miejsc na cmentarzach. Brakuje też ludzi do grzebania zmarłych i wielu z nich leży wprost na ulicy. Często wymierają całe rodziny. Do zamkniętych z powodu zarazy domów z pomocą spieszy nyski proboszcz z kościoła św. Jakuba Sebastian Rostock. Przykładając drabiny do ścian domów stara się przynieść pomoc tym, którzy jeszcze żyją. Sam Rostock  dwukrotnie zaraził się chorobą lecz nie zniechęciło go to do pomocy. W wyniku zarazy w 1633 roku oraz jej ponownego powrotu w 1636 roku (co sugerują niektórzy historycy) w Nysie zmarło około 6 tysięcy ludzi.

 

Te dramatyczne wydarzenia są pewną odpowiedzią skąd tak ogromne żniwo zarazy. Podobne epidemie dotykały Nysę już wcześniej. Zaraza czyli dżuma, zwana też czarną śmiercią przywleczona do Europy przez min. uczestników wypraw krzyżowych kilka razy atakowała Śląsk (ok.13 razy). Jedna z większych  epidemii, zabiła wszystkich franciszkanów w 1570 r., którzy opiekowali się chorymi na ziemi nyskiej. Podobnie i podczas wojny trzydziestoletniej zakonnicy opiekowali się chorymi. W wyniku zrażenia zmarło trzech jezuitów, zmarli niemal wszyscy bożogrobcy i troje franciszkanów.  Dlatego też kiedy epidemia zbierała tak obfite żniwo, że cmentarze nie były w stanie pomieścić wszystkich ciał i brakowało rąk do ich grzebania postanowiono odizolować chorych od miasta. W tym celu rozbito namioty i szopy za małą kapliczką św. Rocha za przedmieściem Morawskim (Maehrengasse). Nie jest bliżej znana historia postawienia tej kapliczki za miastem. Jednak pewne oddalenie od miasta (pół godziny drogi) i jej wezwanie św. Rocha sugeruje pamiątkę po którejś z wcześniejszych zaraz. W tym też miejscu  grzebano chorych na dżumę. Gdy mimo wszystkich starań epidemia nie ustawała, nyski proboszcz zaproponował pielgrzymkę do wspomnianej kapliczki św. Rocha  z prośbą o przebłaganie Boga i uwolnienie od epidemii. Podczas pierwszej pielgrzymki 15 osób zarażonych dżumą upadło na ziemię i tak doszli do wspomnianej kaplicy. Według zapisów kronikarza z powrotem wracali już jako zdrowi. Te niezwykłe wydarzenie zaowocowało decyzją o budowie kościoła w tym miejscu oraz przyrzeczenia o corocznych pielgrzymkach dziękczynnych. Rzeczywiście do czasu ostatniej wojny od 16 sierpnia aż do połowy września, różne stowarzyszenia religijne i miejskie (cechy) organizowały pielgrzymki w to miejsce. Sam kościół został ukończony w 1637r. Jego poświęcenie nastąpiło jednak dopiero w 1653 roku. Dwa lata wcześniej została przeprowadzona wizytacja kościoła, z której wynikało że kościół posiada trzy ołtarze. Na suficie, w miejscu przecięcia się łuków, znajdował się obraz ufundowany jako wotum przez sąsiednią gminę Złotogłowice. Barokowy ołtarz główny z kręconymi kolumnami oplecionymi wicią roślinną  zawierał w sobie figurę św. Rocha. W zwieńczeniu ołtarza widać było figurę św. Marka i nieznanej dziś świętej. Ołtarz zamykały po bokach dwie bramki ozdobione namalowanymi postaciami św. Jana Chrzciciela i św. Jadwigi. Natomiast boczne ołtarze miały bardziej manierystyczny charakter i ozdobione były obrazami. Najciekawszy z nich przedstawiał Św. Rodzinę. Datowanie tego obrazu dopiero na koniec XVII wieku może być wytłumaczeniem nieco innego stylu bocznych ołtarzy. Wewnątrz znajdowało się jeszcze kilka innych rzeźb i obrazów oraz kilka epitafii z przełomu XVIII/XIX wieku. Pod posadzką kościoła znajdowała się krypta z ołtarzem z 1637 roku. Krypta została w 1792 r. odnowiona ale ponownie ją zamknięto ponieważ leżał tam” ktoś zarażony epidemią”. Ponownie otwarto ją w 1817 roku, a w 1823 roku został tam pochowany nyski proboszcz Zoffeln. Wokół kościoła  nadal chowano zmarłych. Na powstałym tu cmentarzu chowano także mieszkańców Nysy po zlikwidowaniu cmentarza wokół kościoła św. Krzyża przy Bramie Wrocławskiej w 1642r. Cmentarz został poszerzony w 1798 r. i w 1837 r. choć później chowano tu głównie ludzi z okolicznych wsi.

Mieszkańcy Nysy preferowali cmentarz Jerozolimski, który od 1886 r. uważano za główny. Do cmentarza i kościoła prowadzi piękna lipowa aleja. Ufundował ją dawny burmistrz Nysy Caspar Naas w 1678r. (jemu też miasto zawdzięcza kratę Pięknej Studni). Mimo powojennej i tej trwającej nadal dewastacji można jeszcze na tym cmentarzu zobaczyć dwa ciekawe nagrobki wykonane przez pochodzącego z okolic Mikulowic artysta rzeźbiarza Josefa Obetha.

Pierwszy wykonany ze sławniowickiego marmuru poświęcony jest  Auguste Zacharias zmarłej w 1916 r. Drugi pomnik cmentarny  Paula i Anny Winckler jest jeszcze bardziej imponujący i znajduje się tuż za obecnym przystankiem autobusowym przy pętli.

Tworzy go pionowa stella w kształcie dwóch połączonych półkolumn, które są zwieńczone wspólnym kapitelem w kształcie sklepienia groty ze stalaktytami. Na kolumnach umieszczono popiersia kobiety i mężczyzny. Prawdopodobnie te podobizny zmarłych powstały później,  po 1925 r. Paul Winckler, który zmarł 13.09.1904 r. zgromadził dużą kolekcję dzieł sztuki, które jego żona Anna przekazała w dwóch partiach jako dar dla miasta w 1914 r. Zostały one wystawione w nyskim Muzeum Sztuki i Starożytności. Anna Winckler od 1906 r. została członkiem tego towarzystwa. Druga część zbiorów została przekazana do Muzeum  po śmierci Anny von Winckler w 1927 r.

 

 

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

4 komentarze do “Smutna pamiątka dawnej historii Nysy.”

  1. Bardzo fajnie to wszystko Pani opisała. Mam ochotę wybrać się na spacer dawnymi śladami. Dziękuję za kolejną porcję historii.

  2. Poznałam dokładnie kolejną historię naszego miasta .Pamiętam jeszcze ten cmentarz i piękne epitafia oraz rzeźby…
    Bardzo dziękuję za takie wspaniałe wiadomości o których często my mieszkańcy Nysy nie wiemy.

  3. Codziennie spacerowałan przez ten cmentarz z psem, ale nikt mi nie powiedział, że to kościółek Św. ROCHA. Szkoda, że nikt nie chce porządnie o niego zadbać i niszczeje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.