Dawne prawo.

Jak świat stary ludzie zawsze kierowali się tymi samymi pobudkami. Pożądali cudzego mienia, oszukiwali a także czy to w gniewie czy z premedytacją pozbawiali życia innych. Każda epoka ma swoje przestępstwa i swoje prawa. Dziś w epoce cyberprzestępców także trafiają się także pospolite przestępstwa, które choć ukarane, w większości gubią się w anonimowym tłumie. Kiedyś i zbrodnia i kara były bardziej widoczne.

Dziś, choć mówi się czasem o ciemnym średniowieczu i jego okrutnym prawie, wydaje się, że dawne prawo było niekiedy praktyczne a czasem nawet w naszych oczach budzące śmiech. We wczesnym średniowieczu dominowało prawo zwyczajowe oparte na niepisanym początkowo tylko ustnie przekazywanym zwyczaju. Kara w średniowieczu była odpłatą za dokonaną krzywdę często polegającą na zemście rodowej tzw. wróżdzie. Szczególnie, jeśli dotyczyło to zranienia lub zabójstwa. Krewni poszkodowanego dokonywali zemsty na rodzinie sprawcy. Ci z kolei brali odwet i tak prowadziło to do powstania swoistej spirali ofiar. Po kilkunastu latach nikt już nie pamiętał, co było powodem waśni. Nie mniej ważny był aspekt gospodarczy, jako że pozostawały osierocone dzieci, samotne wdowy, które były za słabe by odpowiednio zagospodarować ziemię przynoszącą przecież zyski panującemu. Wprowadzono, więc najpierw około 1027 r. tzw. Pokój Boży (Treuga Dei). Zakazywał on prowadzenia wojen od środy wieczór do poniedziałku rano. Później rozszerzono go o okres Adwentu i Wielkiego Postu. Wprowadzono też pojęcie miru zapewniającego szczególną ochronę osobom np. duchownym czy urzędnikom panującego. Mir też dotyczył szczególnie ważnych dla ówczesnego życia miejsc jak drogi publiczne, targu a w szczególności kościoła. Każdego winnego nawet zabójcy dopóki przebywał wewnątrz kościoła obejmował azyl zapewniający mu nietykalność.

Innym rodzajem prawa był Sąd Boży-Ordalia, który opierał się na przeświadczeniu, że Bóg nie dopuści krzywdy niewinnego. Sąd Boży stosowano powszechnie na terenach gdzie dominowało prawo polskie. Polegał on na próbie wody zimnej lub gorącej, próbie żelaza czy też pojedynku sądowym. Próby wody stosowano głównie przy podejrzeniach o czary. Próba gorącej wody polegała na włożeniu ręki do wrzątku na kilka chwil. Jeśli dłoń nie uległa poparzeniu uważano to za znak niewinności. Próba zimnej wody polegała na wrzuceniu związanej kobiety do wody, gdy nie tonęła uważano za winną, bo jak twierdzono, że „czysta woda nie przyjmie nieczystej” czyli mającej konszachty z diabłem.

O tym, że kobiety nosiły wtedy obszerne suknie i halki, które zatrzymując powietrze utrzymywały nieszczęsną na wodzie nikt nie pomyślał. Natomiast próba żelaza polegała na przejściu trzech kroków po rozpalonym żelazie. Potem opatrywano rany i obserwowano. Gdy źle się goiły uznawano to za dowód winy.W przypadku pojedynku sądowego dowodem winy była przegrana. Uważano bowiem, że ten, po którego stronie jest racja nie może być pokonany.

Dość powszechnie stosowanym,popieranym przez kościół i panujących były ugody pojednawcze (kompozytowe) polegające na odpowiednim zadośćuczynieniu materialnym poprzez zapłatę za szkodę. Ugody prowadzili pośrednicy –jednacze, którzy negocjowali warunki ugody. Najważniejsza oprócz wyrazów skruchy była tzw. główszczyzna czyli odpowiednia rekompensata finansowa. Jej wysokość zależała od stanu, wieku i płci zamordowanego. Jeśli strony ugody stać było na opłacenie pisarza, umowę pojednawczą spisywano. Jako jedną z pierwszych, taką spisaną umowę zawarto na dworze księżnej Beatricze,wdowie po Bolku I w1304 r. Biednym pozostawała ugoda ustna, często przypieczętowana uściskiem ręki nad grobem ofiary. Dodatkowym elementem pojednania były stawiane przez zabójcę krzyże pojednania.

Ich zadaniem oprócz upamiętnienia śmierci była głównie intencja modlitwy. Kilkadziesiat takich kamiennych krzyży można dziś spotkać na całym Śląsku. Najbliżej Nysy znajduje się krzyż przy drodze w Jędrzychowie. Krzyże a czasem kapliczki stawiano w miejscach, które mogły gwarantować modlitwy przechodniów. Czasem w umowie pojednawczej zobowiązywano sprawcę do ufundowania określonej liczby Mszy Św. Jeden z „rekordzistów” musiał opłacić aż 1000 mszy świętych. Powszechnie uważano bowiem, że tragicznie zmarły odszedł ze świata bez pojednania z Bogiem i teraz potrzebna jest modlitewna pomoc i msza za jego duszę. W przypadku osób wysokiego stanu zabójca zobowiązany był także często do odbycia pielgrzymki pokutnej do świętego miejsca. Ale i w takiej sytuacji możni tego świata mieli ulgi. Do odbycia pielgrzymki można było wynająć zwykłego człowieka. Ugody pojednawcze stosowano do wojny trzydziestoletniej. W jej wyniku zmarło wiele osób i następujące później zdziczenie obyczajów spowodowały zanik potrzeby ugody.

Wraz z lokacją miast i ich rozwojem prawo stało się coraz bardziej sprecyzowane. Rolę sędziego pełnił wójt, który spośród mieszczan wybierał ławników. Początkowo wójtowie sądzili drobne wykroczenia, większe należały do jurysdykcji księcia. Dopiero później miasta uzyskiwały prawo wyrokowania kary śmierci tj. prawo miecza. Określało ono też rodzaj kary za odpowiednie przestępstwo.

Już od 1532 roku powszechnie stosowano kodeks karny Karola V, który spowodował min. zwiększenie surowości kar w stosunku do czasów wcześniejszych. Więcej było kar śmierci. Można było ich wykonać aż na sześć sposobów! Więcej też było kar cielesnych. Niemal w każdym mieście stał pręgierz-słup hańby czy dyby.

W małych miasteczkach kuny, czyli metalowe kółka, do których przykuwano winowajców mocowano przy wejściu do kościoła. Jeśli delikwent miał wybite zęby i został przykuty do muru kościoła było wiadomym, że złamał np. post. A postnych dni było sporo ponad setkę.

Tak więc jeśli gdzieś zobaczymy przy murze kościoła metalowe koła, wiedzmy, że nie służyły one do wiązania konia jak to sugerował kiedyś mi pewien turysta tylko narzędzie sprawiedliwości. Kary miały spełniać rolę wychowawczą, były też rodzajem widowiska. Budzącego strach, ale i czasem wesołość czy dającą możliwość niewielkiego słownego odwetu. Stojący pod pręgierzem czy w dybach musieli znosić przez cały okres kary wyzwiska czy  szyderstwa. A bywało, że obrzucano ich nieczystościami.

Dziś opis kar za pospolite przestępstwa budzi czasem też uśmiech. Nic dziwnego, kiedy to bardzo kłótliwe kobiety zamykano w tak przemyślnie skonstruowane dyby, że całą dobę musiały patrzeć na siebie.

Czasem dokładano im jeszcze kamienie hańby, czyli sporej wielkości i wagi kamienie zawieszone na szyi. W takich kamiennych „naszyjnikach” np. z wyrytą wagą musiały stać przed ratuszem. Było wiadome, że były winne oszustwa na wadze. Podobny los spotykał np. nieuczciwych piekarzy, których później za powtórne zaniżanie wagi podtapiano w specjalnej klatce. Bardzo popularnym sposobem wykonywania kary była chłosta. Ta w zależności gdzie była wykonywana mogła być honorowa, kiedy to lanie dostawał delikwent w piwnicach ratusza. Ta sama kara wykonana publicznie przy pręgierzu była już hańbą. Również haniebne było wykonanie wyroku śmierci poza murami miasta przy szubienicy.

Sama szubienica była stawiana była najczęściej na wzniesieniu przy głównej drodze wylotowej z miasta lub rozstaju dróg, ale w pobliżu bram miasta. Ponieważ wisielców nie ściągano dopóki ciało samo nie spadło widok rozkładających się szczątków ludzkich i towarzyszące im ponuro krakające kruki i wrony były niezwykle skutecznym elementem odstraszającym przygodnych złodziei czy morderców. Widok zapełnionej szubienicy świadczył, że miasto posiada przywilej miecza i przestępstwo jest surowo karane. Przy szubienicy karano także za najważniejsze przestępstwa, min. rozboje na drogach. Karą było łamanie kołem i w tym przypadku w zależności od „zasług” rozbójnika metod było kilka. Celowo nie opowiem o nich dokładniej ale archeolodzy badający szczątki takich egzekucji twierdzą, że była to śmierć bardzo bolesna. Śmierć przy szubienicy w jakiejkolwiek postaci skutkowała pochowaniem zbrodniarza w niepoświęconej ziemi za miastem. Kara śmierci była też różna w zależności od płci czy pochodzenia winnego. Szlachcica ścinano tylko za morderstwo równego sobie stanem. Egzekucji dokonywano w rynku na specjalnie wykonanym podeście. Natomiast kobiety z reguły, nigdy nie były wieszane. Uznane za winne ścinano, topiono w rzece lub w przypadku dzieciobójstwa zakopywano żywcem i przebijano serce kołkiem. Wiadomym było, że za kradzież utną rękę a za hultajstwo obetną np.uszy. Za dużą kradzież karano już stryczkiem. Każda kara miała za zadanie jasno i dobitnie pokazywać, jaki skutek przyniesie przekroczenie prawa. Istotnym był też fakt, że winowajca już przy mniejszych wykroczeniach był wystawiony na widok publiczny i przez cały okres kary jak już wspomniałam był obrzucany obelgami. Duże znaczenie miał fakt, że od razu był znany wszystkim mieszkańcom. Żaden oszust czy złodziej nie mógł liczyć, że nikt nie będzie znał jego niecnych uczynków. Temu właśnie  służył pręgierz czy dyby. W Nysie sądząc z miedziorytu Hayera pręgierz stał podobnie jak w wielu miastach w rynku koło ratusza. Niezwykłym organem stojącym na straży prawa w Bystrzycy Kłodzkiej, nie mającym zbyt wielu odpowiedników na Śląsku, był działający od 1636 r. Inspektorat Bojaźni Bożej. Niemal po stu latach, po „rewolcie” mieszkańców w 1724 r znienawidzony urząd zlikwidowano. Osobną i to niezwykle czarną kartą w dawnym prawie były procesy czarownic.Szczególnie źle zapisała się w tej materii ziemia nyska. Ale to już inna opowieść podobnie jak zawód kata. Zawód niehonorowy, ale dochodowy, ale o tym będzie już w następnej opowieści.  Natomiast już teraz można zrobić wspaniałą wycieczkę szlakiem dawnego prawa opracowaną kilka lat temu przez Pana Staszkowa. Szlak ten prowadzi śladem kamiennych krzyży pojednania.

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.