Tragiczny efekt ludzkich zabobonów, czyli śladem czarownic z ziemi nyskiej.

Nysa jak każde miasto przechodziła czasem piękne, a czasem trudne chwile. Były niestety także takie, które do dziś budzą ogromne emocje.

Na czarnych kartach historii Nysy, zapisano smutną historię kobiet oskarżonych, o czary a następnie spalonych na stosie. Dziś zapraszamy na internetową wycieczkę śladem tragicznego losu niewinnych ofiar zabobonu i zwykłej ludzkiej zawiści.

 

Ludzie od dawna wierzyli w istnienie diabła jego pomocników czarowników i czarownic. Z czasem wierzenia te stały się przedmiotem represji. Pierwsze procesy czarownic pojawiły się już w średniowieczu. W XIII wieku pojawiła się Inkwizycja, której zadaniem oprócz wyszukiwania, nawracania i zwalczania herezji było ich karanie. Choć pierwszym zaleceniem było nawracanie często kończyło się wyrokiem skazującym. Sobór laterański w 1215 r. potwierdził istniejące ustawy nakazujące, aby tych, którzy odmówią przyjęcia zasad wiary katolickiej ekskomunikować i przekazać władzom świeckim by wymierzyły stosowną karę. Oprócz nieokreślonej jeszcze wówczas kary konfiskowano majątek winnego herezji. Procesy Templariuszy początkiem XIV wieku pokazały także, iż inkwizycja może służyć także do osiągania osobistych celów, np. korzyści majątkowych. Po przeszło dwustu latach istnienia tej budzącej grozę instytucji zaczęły się pojawiać traktaty o czarach.

Końcem XV wieku powstał słynny traktat ” Młot na czarownice (Malleus Maleficarum)”. Praca ta początkowo nie była poważnie potraktowana. Jednak z czasem stała się niezwykle popularna i doczekała się wielu wznowień. W tym dziele dwaj inkwizytorzy Heinrich Kramer i Jacob Sprenger połączyli dawne wierzenia ludowe o czarnej magii z dogmatami kościelnymi. W „ Młocie…”  zapisano, że…” we wszystkich sposobach czarowania, szatani czarownice uczą, żeby zawsze do owych czarów sakramentów kościelnych albo inszych rzeczy Panu Bogu oddanych i poświęconych zażywały..”. W dziele tym opisywało sposoby rozpoznawania czarownic, wabienia przez szatana, rodzaj czarów i odpowiednie paragrafy do sądzenia czarownic.

Trzecia część była swoistym podręcznikiem dla inkwizytorów i sędziów badających podejrzanych o czary. Wyłożone zostały tam zasady postępowania prawnego wobec winnych takich zbrodni.

Czarownictwo było zbrodnią wyjątkową, w której trudno było przedstawić dowody w drodze zwykłej procedury prawnej. W takiej sytuacji najlepszym sposobem było przyznanie się winnego. W XVI wieku sądy świeckie i kościelne przyjęły inkwizycyjny system procedury karnej, co pozwalało na torturowanie oskarżonych. Uważano bowiem, iż osoba poddana cierpieniu fizycznemu w czasie przesłuchania mówi prawdę. Miało to ułatwić przyznanie się do winy oraz wydanie wspólników. Dodatkowo sprawy dotyczące procesów czarownic zostały powierzone także lokalnym sądom okręgowym. Spowodowało to duży wzrost wyroków i egzekucji. Po opublikowaniu wspomnianego traktatu w całej Europie stosowano niemal identyczną procedurę. Używano podobne narzędzia tortur i listę pytań, które zadawano podczas badania podejrzanych. Na początku procesu, po przygotowaniu narzędzi tortur i ich poświęceniu, pytano ofiarę o zarzucane jej czyny. Następnie rozbierano ją, aby sprawdzić czy w ubraniu nie ma ukrytej „siły czarciej” oraz szukano tzw. znamion czarcich. Wierzono, że czarownice nauczone przez diabła tworzyły taki specjalny preparat z ciał nieochrzczonych dzieci. W przypadku czarownic przy rozbieraniu uczestniczyła kobieta „sprawiedliwa, ciesząca się dobrą opinią”. W wielu przypadkach czarownicę sadzano na wysokim stołku tyłem do sędziego

. Uważano, że może ona poprzez kontakt z ziemią (poprzez stopy) zyskiwać diablą moc i wzrokiem rzucać czary.  Następnie sędzia po raz kolejny zadawał pytanie o winę i próbował przekonać ofiarę, aby dobrowolnie przyznała się do winy. Pokazywał narzędzia tortur, dając cały czas nadzieję, że w razie złożenia zeznań nie zostanie stracona. W razie braku przyznania się do zarzucanych win, podczas modlitwy odmawianej przez kogoś z obecnych przystępowano do pierwszego stopnia tortur.

Tortury w zależności od winy miały różne natężenie i trzy etapy. Celem tych okrutnych praktyk było oprócz przyznania się do winy wskazanie innych osób oddającym się praktykom szatańskim. Zeznania osoby musiały być potwierdzone także „po cierpieniu”, czyli ustaniu tortur. Jeśli ofiara odwołała swoje zeznanie, ponownie przystępowano do „badania”. I tak aż do skutku.  Następnym krokiem była konfrontacja ze wskazanymi „wspólnikami” i kolejne przesłuchania. W większości przypadków, jedynym wyrokiem była śmierć na stosie. Czasem w akcie łaski kobiety były przed spaleniem duszone.

Choć procesy o czarownictwo pojawiały się już wcześniej, największe natężenie procesów i wręcz polowania na czarownice zaistniały w XVII wieku. Jedne z najliczniejszych przypisuje się księstwu nyskiemu a szczególnie jego południowej części (dziś należy on do Czech). Jest to okres wojny trzydziestoletniej. Wieloletnia wyniszczająca wojna spowodowała min. grabieże, gwałty, głód oraz szalejące epidemie. W samej Nysie panował tak ogromny głód, że pieczono chleb z torfu. Wyniszczeni ludzie szybko padali ofiarami epidemii. Kiedy w 1633 roku wybuchła największa z dotychczasowych epidemii czarna dżuma, zmarło około 2/3 ludności. Dramatyczne przeżycia i ogólne zdziczenie obyczajów po wojnie przyczyniły się do umocnienia wiary w szatana i czarownice. Prostym ludziom łatwiej było przyznać, że choroba czy brak mleka u wychudzonej krowy to efekt czarów niż szukać racjonalnych wyjaśnień. A od oskarżenia o rzucanie uroku do skazania czarownicy było już niedaleko. W omawianym okresie można zauważyć trzy okresy procesów o czary, w 1622 r oraz w latach 1634-1648 i 1651-1684. W 1622 r. zdarzył się wielki pomór bydła. Według prostych ludzi stało się to za sprawą rzucenia czarów. Pierwszą tego ofiarą była Barbara Schmied, żona pasterza z Jesenika, którą umierający mąż wskazał jako czarownicę. Po torturach kobieta przyznała się do konszachtów z diabłem i podawania mężowi zatrutego sera. W kolejnym etapie zadawanych cierpień wskazała kolejne kobiety, które podobnie jak ona były na usługach diabła. Barbara Schmied została powieszona w Nysie przed bramą Wrocławską w lipcu 1622 r. Wskazane przez nią czary kobiety, po sądzie w Nysie zostały stracone w Jeseniku. Protokoły z tego procesu wymieniają 35 osób, jako świadków. Wszystkie sądy odbywały się w Nysie, ale kolejne ofiary tracono w ich rodzinnych miejscowościach. W roku 1625 na pewien czas ustały procesy czarownic. Wiąże się to zapewne z działaniami wojennymi na tym terenie w tym czasie. Przemarsze wojsk i związanymi z tym rekwizycje i grabieże były ważniejsze niż czarownice. Wśród drugiej fali procesów o czary w latach 1634-1648 najwięcej było na obszarze złotohorskim i nyskim. Przypuszcza się, iż głównym inicjatorem nowej fali procesów był biskupi prokurator Martin Lorenz z Nysy. W tym okresie został wystawiony przez Baltazara Liesch z Hornau, biskupa pomocniczego specjalny dokument dla rady miejskiej w Nysie. W nim w 1639 r. zostało wydane polecenie budowy pieca do palenia czarownic.. ”Administrator biskupi do odpowiedzialności nakazuje Radzie w Nysie…. do sprawiedliwej egzekucji zwolenników diabła, czarownic i hołoty…czarownic…. Najgorszy okres, który spowodował śmierć około 250 osób to lata 1651-1652.W kolejnych latach procesy powoli ustają. Zapewne jednym z powodów była interwencja biskupa Karola Ferdynanda Wazy, który w liście do hrabiego Jerzego z Hodic napisał…”Wydaje nam się, jakby także więcej osobom stało się, jakby były zbyt zastraszane i torturowane. Ta sprawa nas bardzo dotyczy, ponieważ, jest bardzo poważna, że tym sposobem by nie tylko słaba i nieznająca prawa płeć żeńska, ale także silniejsi mężczyźni mogli być dopędzeni do przyznania. Dlatego ci z powodu prawa i sprawiedliwości z wszelką uważnością polecamy, byś od teraz nie tylko żadną osobę czy już w Nysie lub indziej nie pociągał, ale byś przeciwko uwięzionym powstrzymał łaskawe i bolesne śledztwo i między tym ich nie trzymał tak twardo i surowo, by nie byli pozbawieni pociechy i rady ludzkiej..”. Drugim powodem ustania procesów była ekonomia. Spirala procesów spowodowała brak rąk do pracy w i tak mocno wyludnionym terenie.  Nie mniej ważne wydaje się też polecenie cesarza zabraniające dochodzeń o czary. Stało się to prawdopodobnie po wskazaniu przez 15 kobiet w czasie tortur, spowiednika biskupiego, jako czarownika.  W Nysie jednym z najgorliwszych tropicieli czarownic był starosta ziemski Georg von Hodiz. Podobnie jak równie „pracowity” w tym okresie, dawny pilny uczeń sędziego nadwornego Ferdynanda Zachera, Henryk Ferdynand Boblig ze Złotych Hor, który przeniósł się w rejon Szumperka i Velkich Losin, gdzie rozpętał kolejne piekło procesów. Jego ofiarą stal się tam min. ksiądz Leutner, który ujął się za swoimi parafianami. Często oskarżane były osoby bogate jak żona szumperskiego radnego, płóciennika Maria Peschka. Jej mąż, który ośmielił się wystawić po jej śmierci pomniczek, został rok później oskarżony o czary. Chociaż nigdy nie przyznał się do winy i przeżył wszystkie stopnie tortur, został spalony przez jednego z „najpracowitszych” inkwizytorów Bobliga, jako szczególnie zatwardziały czarownik. Nie bez znaczenia w tym wypadku, był  spory majątek domniemanego czarownika. Skazanym za czary konfiskowano majątki. I w tym fakcie należy szukać także przyczyny polowań. Wystarczyło na początku jakiekolwiek oskarżenie, by potem torturami wymusić potrzebne zeznania.  Ilość udokumentowanych kobiet straconych w XVII wieku szacuje się na około 200-250. Większość z nich zginęła z ręki słynnego nyskiego kata Georga Hildebranda. W archiwach zachowało się niewiele dokumentów procesowych, lecz wśród nich znajdują się także specjalne umowy zawierane z katami, w tym słynnym mistrzem Georgiem z Nysy.

Analizując dostępną literaturę na tę jedną z najczarniejszych kart historii księstwa nyskiego można pokusić się o twierdzenie, że w sprzyjających warunkach zwykłe posądzenie może rozpalić stos. Częstym powodem była nie tylko bezradność ludzi wobec choroby czy innego nieszczęścia, ale i ludzka zawiść. Trzeba mieć świadomość, iż wiara w czary i diabła była powszechna. Przykładowo, kiedy u pewnego rolnika w Konradowie krowy nie dawały mleka wezwano kata. Ten po fachowych oględzinach stwierdził, że jest to skutek rzuconych czarów. Nakazał zdjąć ze ściany krzyż i wbić nóż między nogi Chrystusa. Sam w tym czasie wygłaszał odpowiednie formuły odczyniające czary. Na zakończenie zabronił wszystkim wychodzić z domu przez osiem godzin. Pierwsza osoba według kata, która wejdzie po tym do domu to czarownica, która rzuciła urok na krowy!

Istotnym też powodem była  wspomniana dochodowość procesów o czary. Z zachowanych rachunków z 20.XI 1639 r. dotyczących procesów i spalenia 110 osób w Złotych Horach uzyskano 425 talarów, z czego około 75 talarów otrzymał sąd inkwizycyjny i złotohorski burmistrz. Resztę odesłano do skarbca biskupiego. Rachunki z kolei z 16.X.1641 r, za spalenie 16 osób przyniosły 490 talarów dochodu.

Na zakończenie można powiedzieć, że były to czasy ciemnoty i zabobonu. Ale czy my współcześni ludzie ery podboju kosmosu nie jesteśmy inni? Ilu współczesnych ludzi chodzi do wróżek, wierzy w stawiane horoskopy, kabały czy też wiesza czerwona kokardkę w niemowlęcym wózeczku na wypadek ”złego spojrzenia”. Czy czasem nie skazuje się kogoś na „stos” złym słowem, fałszywym osądem kierując się uprzedzeniami?  Pamięć o tych straszliwych czasach powinna być swoistym memento naszych czasów. Niezwykle łatwo jest rozpalić ogień zła, który szybko może się tez wymknąć spod kontroli.

 

 

 

 

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

2 komentarze do “Tragiczny efekt ludzkich zabobonów, czyli śladem czarownic z ziemi nyskiej.”

  1. Należy też dodać, że Georg Hildebrandt ogłosił się „Generalnym katem czarownic” – „Hexenspezialist” w księstwie nyskim. Proboszcz wsi Wierzbięcice chciał tam spalić wszystkie kobiety. Rok 1651 w Nysie i całym księstwie nyskim, ogłoszono „Rokiem czarownic”.
    Ja próbując odtwarzać postać rekonstrukcyjnego kata, wcieliłem się właśnie w postać tego kata, Georgia Hildebyandt’a, jako Scharfrichtermeister-Hexenspezialist, Jurgens Bimberstein aus Neisse.

    Z katowskimi uściskiem
    Jurgens Bimberstein

  2. Należy też dodać, że Georg Hildebrandt ogłosił się “Generalnym katem czarownic” – “Hexenspezialist” w księstwie nyskim. Proboszcz wsi Wierzbięcice chciał tam spalić wszystkie kobiety. Rok 1651 w Nysie i całym księstwie nyskim, ogłoszono “Rokiem czarownic”.
    Ja próbując odtwarzać postać rekonstrukcyjnego kata, wcieliłem się właśnie w postać tego kata, Georga Hildebrandt’a, jako Scharfrichtermeister-Hexenspezialist, Jurgens Bimberstein aus Neisse.

    Z katowskimi uściskiem
    Jurgens Bimberstein

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.