Złotohorskie Maria Hilfe

Tuż za polską granicą, w Złotych Horach jest piękne sanktuarium Najświętszej Panny Marii Pomocnej. Ten kościółek miał zniknąć z powierzchni ziemi na zawsze. Jednak pamięć ludzka przetrwała i nie pozwoliła aby chory system zabrał wiarę ludzi.

Dziś chciałabym zabrać wszystkich na wycieczkę do naszych południowych sąsiadów, miejsca które miało zniknąć na zawsze…..

Wielu mieszkańców Nysy zna dobrze kościółek w złotogłowickim lasku nazywany popularnie Maria Hilfe. Jego historię przypomniałam, opracowując Szlak Pamięci i Wdzięczności publikowany już kiedyś w Expressie Nyskim.

Natomiast już znacznie mniej osób wie, że w pobliskich Złotych Horach również znajduje się Sanktuarium Panny Marii Wspomożycielki Maria Hilfe.

Historia tego miejsca jest zadziwiająca i stanowi pewne odbicie trudnej sytuacji czeskich katolików. Cała historia zaczęła się końcem wojny trzydziestoletniej, kiedy to ciężarna żona rzeźnika ze Złotych Hor, Anna Thannheiser bojąc się nadciągających żołnierzy szwedzkich, schroniła  się w górach za miastem. Historia podaje, że tam na wzgórzu nazywanym Bożi Dar modląc, się urodziła syna Martina. Chłopak podobnie jak ojciec został rzeźnikiem i zamieszkał w Prudniku. Tam jako szanowanym obywatel wielokrotnie piastował miejskie urzędy. Być może te obowiązki uniemożliwiły mu zrealizowanie swoich planów. Dopiero po śmierci, jego córka Dorota zrealizowała jego pragnienia i kazała umieścić obraz Matki Bożej w miejscu jego niecodziennych urodzin. O obrazie namalowanym przez prudnickiego artystę Simona Schwarena mówi się, że jest wzorowany na obrazie Lukasa Cranacha z Insbrucku. Przed tym obrazem modlił się cesarz Austrii, a potem po zwycięstwie pod Wiedniem nad Turkami ogłosił tenże obraz cudownym obrazem monarchii habsburskiej. Wkrótce kopie tego obrazu znalazły się w wielu kościołach monarchii, w tym w podległych dworowi wiedeńskiemu Czechach.

Inna wersja mówi, że  prudnicki artysta wzorował się na obrazie MB Passawskiej (który jest i tak wierną kopią obrazu Cranacha). Swoją tezę opierają na takiej samej nazwie obu obrazów Matka Boża Wspomożenia Wiernych-Wallfahrtskitche Mariahilf. Obraz ten został przewieziony w 1718 roku do Złotych Hor, gdzie dwaj mieszczanie powiesili go w pewnym miejscu. Odchodząc, zauważyli niezwykły, blask bijący z drzewa i Matkę Bożą łaskawie się do nich uśmiechającą. Taką samą wizję jeden z nich miał później. Sława obrazu szybko się rozniosła i już wkrótce zaczęto mówić o cudach tam się dziejących. Wkrótce zamieszkał tam pustelnik oraz wzniesiono małą kaplicę.

W 1727 roku specjalna komisja z polecenia biskupa, w skład której wchodzili księża  oraz lekarze dokładnie sprawdziła cudowne przypadki uzdrowień. Z dwunastu zgłoszonych cudów oficjalnie uznano cztery za prawdziwe. W dwóch przypadkach niewidomi odzyskali wzrok, jedna osoba słuch oraz uznano za cudowny powrót do zdrowia po wypadku na budowie. Dlatego też postanowiono, przenieść uznany za cudowny obraz w bardziej godne miejsce to jest do kościoła parafialnego w Złotych Horach. Miejscowa ludność jednak nadal czciła miejsce w którym na Pricnym Vrchu wisiał obraz. Wykonano więc kopię, którą powieszono na pierwotnym miejscu.

Niemal pół wieku później, panujący na dworze w Wiedniu następca Marii Teresy, Józef II chciał stworzyć państwo, w którym kościół byłby mu podporządkowany. W wyniku jego polityki, która przeszedł do historii jako „józefinizm”, w 1785 roku, miejsce kultu zostaje zniesione a kaplica przeznaczona do rozbiórki. Lecz nikt, mimo groźby użycia wojska nie wykonał rozkazu. Jednak zamknięta kaplica niszczała, mimo iż opiekował się nią szewc Anton Weese. On także obok kaplicy postawił słup, na którym umieścił odzyskaną kopię obrazu. Jednocześnie biskupi leśniczy przekazał Weesemu chatę myśliwską na pustelnię oraz wyremontował na swój koszt kaplicę.  Po przeszło trzydziestu latach władze cesarskie widząc swoją bezsilność i siłę wiary wyraziły ponownie zgodę na przywrócenie kultu religijnego. Wkrótce powiększono kaplicę, a także zakupiono do niej dzwon. Sanktuarium maryjne cieszyło się tak wielką estymą i przybywało tak wielu pątników, że nawet wydano specjalny modlitewnik. W 1849 roku wydano książkę „Pielgrzymka do cudownego obrazu Najświętszej Bogurodzicy Marja Hilf w Zukmantel”. Obok barokowej kaplicy wzniesiono także na przestrzeni kilkunastu lat, około siedemdziesięciu mniejszych  kaplic i kapliczek oraz drogę krzyżową. Sanktuarium na Poprzecznym Wierchu, bo tak brzmi  jego polska nazwa mogło konkurować z największymi miejscami kultu: Bardem czy Krzeszowem.

O popularności tego miejsca niech świadczą liczby, w 1906 przybyło 30 tysięcy pielgrzymów, a tuż przed wojną ich ilość dochodziła do stu tysięcy rocznie.

W ostatnich dniach wojny  w 1945 roku sanktuarium obrabowali sowieccy żołnierze. Mimo trudów powojennej rzeczywistości odbudowano w 1954 roku kaplicę, ale już rok później władze wydały nakaz zamknięcia świątyni. Motywowano to zagrożeniem dla pątników ze strony prowadzonych prac górniczych, co było to oczywiście pomysłem komunistycznych władz. Mimo, iż okoliczni księża starali się zabezpieczyć nieczynną kaplicę tzw. ”nieznani sprawcy” dewastowali sanktuarium. Praska wiosna w 1968 roku przyniosła promyk nadziei na odbudowę sanktuarium. Przykryto nawet dach blachą, niestety już trzy lata później decyzją komunistycznej władzy postanowiono zburzyć wszystko. Ponieważ miejscowi górnicy odmówili rozebrania kaplicy, sprowadzono saperów z Brna. Pod czujnym okiem wojska oraz policji politycznej wysadzono wszystkie obiekty w powietrze. Aby nie został żaden ślad, ciężkim sprzętem splantowano cały teren. Komunizm jednak nie zdołał zniszczyć pamięci ludzkiej. Już od 1984 roku w każdy Wielki Piątek odbywały się tam tajne procesje w nocy. Uczestniczyli w nich niektórzy księża i młodzież. Jak ogromną odwagą się wykazali wiedzą ci, którzy choć trochę znają historię czeskiego kościoła. Procesje te zaowocowały nowym zwyczajem. I tak do dziś w każdy pierwszy piątek miesiąca o godzinie 21 idzie się Drogą Krzyżową. Rozpoczyna się niedaleko ośrodka rekreacyjnego Bohema i kończy po około 4 km w kościele  Maria Hilfe.

W 1990 roku korzystając z wolności, w Mikulowicach powstał komitet odbudowy sanktuarium a rok później oficjalnie zarejestrowano go jako stowarzyszenie na rzecz odbudowy. Dzięki ofiarodawcom z całych Czech i Niemiec pięć lat później dokonano uroczystego poświęcenia. Ta uroczystość, zgodnie z kościelną procedurą poświęcenia przez arcybiskupa nadała budowli rangę kościoła. Wnętrze nowo wybudowanej  kopii  dawnej świątyni jest celowo nieco ascetyczne, tak aby uwaga pielgrzyma od razu kierowała się na ołtarz, a właściwie obraz wiszący nad nim.

Obraz na ołtarzu przypominać ma wszystkim o stałej opiece Panny Marii Pomocnej Maria Hilfe. Tak bowiem w Czechach mówi się o wezwaniu tego kościoła. Na ścianach oprócz rzeźbionych stacji drogi krzyżowej znajdują się jedynie tablice w języku czeskim, niemieckim i polskim z informacją o konsekracji wraz z cytatem z encykliki Jana Pawła II Evangelium vitae: „Szanuj, broń, miłuj życie i służ życiu. Każdemu Życiu ludzkiemu! Tylko na tej drodze znajdziesz sprawiedliwość i szczęście..” To przesłanie ma szczególną wymowę, jako że  jest to chyba jedyny taki kościół w świecie, w którym w szczególny sposób czci się Maryję Obrończynię Poczętego Życia. Podkreśla ten fakt emblemat sanktuarium, przedstawiający Maryję i dziecko w Jej łonie. Jego autorem jest pochodzący ze Złotych Hor Bolesław Dobos. W przedsionku kościoła wisi tablica, na której umieszczone są dziesiątki zdjęć dzieci i karteczek z prośbami i podziękowaniami z różnych stron. W tym  miejscu nadal dzieją się rzeczy niezwykłe. Niedawno proboszcz sanktuarium ks. Stanisław Lekavy opowiadał historię pewnej kobiety ze Śląska, która modliła się i płakała. Zapytana po mszy św. opowiedziała o swoim maleńkim wnuczku, który urodził się niewidomy. Potwierdziło to kilku specjalistów, u których zrozpaczeni rodzice szukali pomocy. Owa kobieta udała się na pielgrzymkę ze swoją parafią właśnie tu do Złotych Hor z prośbą o pomoc dla wnuczka. Kiedy po miesiącu, na kontrolnej wizycie zaskoczony lekarz powiedział, że nie wie co się stało, ale dziecko widzi, kobieta przybyła podziękować za okazaną Łaskę. Czy był to cud? Każdy według własnego widzenia świata odpowie sobie  na to pytanie sam. Ja wiem, że nie jest to jedyny odosobniony przypadek.

Do sanktuarium co roku  we wrześniu, organizowana jest Pielgrzymka Trzech Narodów. Uczestniczący w niej Czesi, Niemcy i Polacy dają świadectwo, że miejsce, które miało zginąć na zawsze, jest kolejnym dowodem wspólnoty ludzi, niezależnie od języka którym mówią. Nawet ławki, dla zaledwie 60 osób, ustawione w półkolu wokół ołtarza podkreślają jedność tego zadziwiającego miejsca.

Na koniec chciałabym wspomnieć, że oryginał obrazu namalowany przez prudnickiego artystę nadal znajduje się w zlotohorskim kościele parafialnym. A obramowanie jego jest  wykonane z tutejszego złota.

 

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.