Kat zawód dochodowy ale niehonorowy.

Otoczony ogólną niechęcią zawód kata przynosił spore dochody. Jednak jego życie nie było lekkie.

Osobiste wykonywanie wyroków nigdy nie było popularne. Początkowo obowiązek wykonania kary spoczywał na najmłodszym członku ławy czy ostatnim mężczyźnie, który uzyskał prawa miejskie. Czasem katem zostawał winowajca w zamian za darowanie kary. Kat jako osoba z urzędu wykonująca wyroki pojawia się wraz z nadaniem miastom lokowanym na prawie niemieckim tzw. immunitetu miejskiego. Nie każde jednak miasto stać było na utrzymanie urzędu kata nazywanego exekutor, pan Małodobry czy magister justitcie. W razie potrzeby wypożyczano kata z najbliższego miasta.Wiązało się to z opłaceniem pobytu kata wraz z pomocnikiem oraz należnej taksy za usługę. Kat mimo miana urzędnika miejskiego i statusu rzemieślnika był izolowany od reszty społeczeństwa. Uznawano konieczność istnienia takiej profesji, to  jednak kat budził powszechny lęk i odrazę. Statuty cechowe zabraniały kontaktu z katem i przyjmowania członków z rodzin katowskich. Tak, więc, kaci siłą rzeczy tworzyli swój własny klan. Życie kata nie było łatwe. Mimo iż jak to napisał Groicki „…Ze strony tedy urzędu swojego kat przed światem ani przed Bogiem nic nie grzeszy, zelżywości nie ma żadnej i z kościoła chrześcijańskiego dla tego nie ma być wyrzucon…” to jednak nie mógł brać udziału w uroczystej sumie tylko w rannej mszy- jutrzni. Siedział także w osobnej ławce, podobnie jak w karczmie. Najbardziej dobitnym dowodem pozycji kata było jego miejsce zamieszkania.  Tam też czasem mieściła się katownia, czyli miejsce tortur czy wykonywania mniejszych wyroków. Często jednak miejsce pracy kata znajdowało się w piwnicach ratusza. Tam też, podobnie jak w ciemnicach wież znajdowały się specjalne klatki, gdzie umieszczony skazaniec pomieszkiwał czas kary. Czytałam kiedyś, iż jeden z książąt śląskich przetrzymywał w takim „m” swojego brata przez trzy miesiące. Ten po pewnym czasie” gościny” zrzekł się części swoich ziem na rzecz braciszka. Po owej „gościnie” już nie nazywano go Brzuchatym. Jak wygodne było to lokum sprawdziła osobiście autorka w podziemiach Brna.

W piwnicach ratusza odbywały się bardziej honorowe kary. Przykładowo kara chłosty w piwnicach była łagodnym wyrokiem. Taka sama kara wykonana publicznie przy pręgierzu już była hańbiąca. Najczęściej kara musiała być wykonywana  publicznie. Miało to wymiar wychowawczy oraz było rodzajem rozrywki dla innych.

Ukarani na fałszerstwie piekarze byli podtapiani w specjalnych klatkach. Po każdym kolejnym podtopieniu w studni pytano delikwenta czy wie ,że nie wolno zaniżać wagi chleba.

Kobiety oszukujące na wadze lub wywołujące burdy nosiły lub stały pod pręgierzem mając na szyi tzw. naszyjniki hańby. Ich wagę i wygląd można ocenić zwiedzając nyskie muzeum. Jak mógł wyglądać dom kata widać na przykładzie paczkowskiego Domu Kata. Kat, bowiem mieszkał w jednej z wież miejskich lub domu położonym właśnie poza murami miasta. Oddalenie zamieszkania kata wiązało  się  z jego profesją. Nikt nie chce za sąsiada osoby z marginesu społecznego. Do tego „uboczne”  zajęcie kata, jego kontakty  z osobami, których nikt nie chciał by spotkać wieczorową porą były tego powodem. Taka właśnie izolacja osoby kata i jego krewnych spowodowała powstanie całych klanów rodzinnych. Syn kata już w wieku 8 lat oddawany był na naukę do zaprzyjaźnionego mistrza. Po co najmniej dziesięciu latach nauki i przejściu od pozycji ucznia, czeladnika mógł zdawać egzamin katowski. Bardzo słynna była w dawnej Polsce szkoła katów w Bieczu. Umiejętności kata powinny były być na najwyższym poziomie. Bywało bowiem, że niezadowoleni widzowie dokonywali linczu na nieudolnym mistrzu katowskim. Egzamin na mistrza polegał na wykonaniu wyroku śmierci, najczęściej kary miecza. Do wykonywania tychże kar służył specjalny miecz katowski. Powszechnie używano oburęcznego miecza w kształcie gotyckim. Miał on specjalnie wygrawerowaną na klindze szubienicę, koło egzekucyjne czy boginię sprawiedliwości, aby nikt przez pomyłkę nie użył takiego miecza do walki.

Taki specjalny, odpowiednio wyważony miecz zobaczyć można obecnie w naszym nyskim muzeum. Do wykonania jednego zwykłego i jednego katowskiego miecza zobowiązany był płatnerz w swoim egzaminie mistrzowskim. Oba miecze były własnością miasta. Miasto też płaciło katu odpowiednie wynagrodzenie w zależności od wykonywanej pracy. I tak za usuwanie padłych zwierząt płacono od jednego  do kilku groszy w zależności od jego wielkości. Równie zróżnicowana była stawka ściśle katowskich usług. Za obcięcie ręki czy uszu wynagrodzenie wynosiło dwa guldeny, ale za ścięcie mieczem kat dostawał już siedem guldenów. Do obowiązków kata oprócz wykonywania wyroków, badania, czyli torturowania winnego należało wiele innych przykrych prac. Kat musiał usuwać nieczystości z ulic, kloak, padłe czy wałęsające się zwierzęta oraz grzebać zmarłych. Ponadto kat badał zwłoki osób zamordowanych dokonując swoistej obdukcji, ale też… wzywano go do leczenia ludzi i zwierząt. I co może się wydawać dziwne w takim przypadku kontakt z nim nie powodował utraty czci. Pilna potrzeba widocznie usprawiedliwiała kontakt z tak kontrowersyjną osobą. Kat był potrzebny, ale nikt nie chciał mieć z nim nawet przelotnego kontaktu. Kat zobowiązany był nosić jaskrawy strój i np. czerwony kapelusz, aby był widoczny. I w tym miejscu należy obalić mit zakapturzonej tajemniczej postaci kata stworzonej na potrzeby filmu. Owszem czasem kat ubierał kaptur i rękawice do wykonania wyroku. Miało to chronić jego osobę przed Złem pochodzącym od skazanego. Zajęcie kata jak już wspomniałam, dawało konkretne ściśle określone dochody. Dodatkowe dochody przynosiło prowadzenie domu publicznego. Nadzorem nad takim miejscem zajmowała się często jego żona. Nie mniej ważny był fakt, iż w takich miejscach dochodziło do spotkań ludzi dziwnej profesji. Kat czasem służył jako paser, dostawca alkoholu i noclegu w takim domu nazywanym zamtuzem. Każdy kat pilnował więc swojej profesji. Zdarzały się, czasem skargi na konkurencję. I tak w drugiej połowie XVII wieku Barbra Gottschlich, wdowa po kacie z Paczkowa złożyła skargę na rakarza ze Złotego Stoku, który jako konkurencja usuwał padlinę i obniżał dochody jej synów. Dla wyjaśnienia należy zaznaczyć, że rakarz pełnił niższą funkcję niż kat. Mógł, co prawda stosować kary cielesne, ale głównym jego zajęciem było usuwanie padłych zwierząt. Rakarz nazywanywany też oprawca czy hyclem traktowany był jako półmistrz-Halbmeister. Takim właśnie półmistrzem był Wolf Bohmichen, który zapisał się w historii miasta Otmuchów jako fundator kolumny poświęconej pamięci swej żony.Ten swoisty pomnik żony kata jest swego rodzaju ewenementem i być może jako zmarła na zarazę doczekała się takiego zaszczytnego dowodu pamięci. Być też może było tak, że kochający swoją żonę kat wyłożył odpowiedni datek na potrzeby miasta. Kto wie? Już dawno wiedziano, że odpowiedni pieniądz otwiera niejedne drzwi a w kasie miejskiej zawsze przydał się dodatkowy grosz. Dlatego też czasem rada miasta sprzedawała urząd katowski. Tak się też stało po śmierci prudnickiego kata Johana Heinricha Geisslera w 1763 roku, kiedy to magistrat sprzedał tenże urząd strzelińskiemu katu Christianowi Gotlieb Kreisel. W Nysie wśród rodzin katowskich znany był Jan Heinrich Thiele i jego syn o tym samym imieniu sprawujący urząd kata w Otmuchowie od 1686r. Najsłynniejszym  jednak nyskim katem był Mistrz Georg z rodziny Hillebrand. Był on swego rodzaju monopolistą na wykonywanie wyroków na czarownicach, ale o tym będzie być może już inna opowieść.

 

 

 

 

 

Autor

Krystyna Dubiel

Jestem historykiem oraz przewodnikiem sudeckim. Jestem autorką kilku publikacji oraz gier.

Jeden komentarz do “Kat zawód dochodowy ale niehonorowy.”

  1. Bardzo fajnie czytający się tekst. Piękny łącznik w końcowym fragmencie dot. mistrza Georga. Nie mogę się doczekać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.