Kościół św.Barbary

Kościół św. Barbary

Ostatnie inwestycje odsłoniły sylwetkę kościoła św. Barbary. Jest często wspominany przez przewodników. Niestety tylko ogólnikowo. Poznajmy więc choć trochę jego historię. Bardzo trudno jest ustalić rok powstania.  Prawdopodobnie najpierw powstał dom dla ubogich kobiet z fundacji Katarzyny Zelenynne. Być może Katarzyna po śmierci swojego męża oprócz fundacji szpitala św. Łazarza ufundowała także ten wewnątrz murów miasta. Początkowo budynek funkcjonował na zasadzie beginażu czyli domu, gdzie wspólnie mieszkało kilka kobiet. Określano go jako” conventus begwinarum Zelenynne”. Prawdopodobnie w podobnym czasie przy domu powstała kaplica św. Barbary. Na pewno kaplica istniała już w 1418 r., bo  taka najwcześniejsza data pojawiła się w związku z zapisem legatu na jej rzecz. Okres ten potwierdza też zapis o altaryście w kaplicy św. Barbary w 1434r. Wielki pożar w mieście w 1542 r. zniszczył także tę część miasta. W 1553 r. biskup Baltazar Promnic wspomógł solidną darowizną kaplicę.  Stąd wschodni szczyt w zwieńczeniu posiada chorągiewkę z herbem biskupa Baltazara Promnitza. Z kolei zachodni szczyt w podobnym czasie został ozdobiony krzyżem tzw. kowalskim. Szpital św. Barbary dotrwał do 1734 r. kiedy to został połączony z innymi szpitalami. Kaplica zaś św. Barbary została wkrótce przekazana franciszkanom. W wyniku sekularyzacji w 1812 r. franciszkanie opuścili kościół, który przez kilka lat służył pruskim władzom jako spichlerz. Niedługo potem kościół został przekazany ewangelikom. 15.XII 1816 luteranie dokonali ponownego poświęcenia i zmianę wezwania na kościół Jezusa Chrystusa. W tym czasie dobudowano przedsionek, zwieńczony wieżyczką z niewielką sygnaturką. Z  przedsionka dwie klatki schodowe prowadziły na balkon chóru  i empor. Ewangelikom zapewne  kościół zawdzięczał wsparte na kolumnach empory. Dawały one dodatkowe miejsca dla rosnącej liczby protestantów. Przedwojenna fotografia z wnętrza kościoła św. Barbary pokazuje niemal nie zmieniony ołtarz oraz ambonę.

Budowa nowego większego kościoła ewangelickiego w 1888 r. spowodowała  zamknięcie dawnego kościoła św. Barbary.  Z braku funduszy musiał jeszcze czekać ponad 40 lat na remont. Dopiero bowiem w latach 1929- 1930 rozpoczęto wstępny remont dawnego kościoła św. Barbary. Po czterech latach przeprowadzono jeszcze suszenie ścian i odnowiono okna i drzwi. Naprawiono też dach.  Powódź w 1938 r. ponownie zniszczyła wyremontowaną z niemałym trudem świątynię. Tragiczny rok w 1945 r. spowodował pożar i zniszczenie dachu. Co ciekawe ołtarz główny oraz kosz ambony ocalały. Uszkodzone figury z ołtarza i ambony trafiły w 1945 r. do nyskiego muzeum.

Na wniosek Kramarczyka do 1950 r. kościół otrzymał nowy dach. Po tym czasie kościół św. Barbary otrzymali z powrotem ewangelicy. Ze względu na zły stan wnętrza ich nabożeństwa odbywały się w małej salce na piętrze. W 1953 r. ewangelicy wynajęli salkę na górze członkom Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego. Na mocy ogłoszonej  ustawy z  1971 Zbór Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego w Nysie stał się współwłaścicielem kościoła św. Barbary. Malejąca ilość ewangelików spowodowała, że to członkowie ZKE wzięli na swoje barki ciężar remontu kościoła. W latach 1974-1976 otynkowano ściany i filary. Położono także nową podłogę. Zaadaptowano także boczną przybudówkę. W tym czasie znaleziono zamurowane miejsce, gdzie były ukryte herby miejskie oraz rodowe[1]. Niestety w trakcie prac, pozostawione otwarte okna spowodowały upadek mocno skorodowanego ołtarza. Destrukt nie nadawał się do naprawy. Podczas kolejnego remontu w 1984r. zainstalowano w podziemiach kościoła nagrzewnicę ocieplającą wnętrze. Kupiono także nowe organy. Stare organy już po wojnie zostały mocno uszkodzone. W 1987 r. na wniosek konserwatora zrobiono renowację dachu( sprowadzono ok.20 tys. dachówek). Kolejna powódź w 1997 r.  przyniosła wodę sięgającą ponad dwa metry. I ponownie trzeba było wymienić podłogę, osuszyć namoknięte tynki. Wysiłkiem całego zboru po dwóch tygodniach pracy kościół św. Barbary doprowadzono do stanu używalności.

Nie jest to cała historia tego kościoła. Jego losy były bardzo ciekawe i zmienne. Cała historia zostanie opublikowana w przyszłorocznych Szkicach Muzealnych. Jako zachętę do oczekiwania dodam tylko, że nie spodziewałam się tak zmiennych losów tej niepozornej świątyni. Część jego  dramatycznych losów przypominała mi  poszukiwania w labiryncie. Sprostuję też kilka faktów. Nadal prowadzę jeszcze małe badania. Przyjdzie mam nadzieję czas  na prawie całą prawdę o tym dawnym kościele ewangelickim.

 

 

Wnętrze kościoła jest dziś proste, pozbawione ozdób. Uwagę zwracają zadbane sklepienia  kolebkowe z lunetami. Prosty, drewniany krzyż, pastelowa barwa sklepień i ozdobne podziały stiukowe wprowadzają do wnętrza harmonię i spokój. Do dawnego wystroju nawiązuje tylko XVIII wieczna ambona.

 

[1]

Książę Mikołaj II .

KSIĄŻĘ MIKOŁAJ II POSTAĆ TRAGICZNA CZY BARWNA?

W naszym nyskim muzeum znajduje się miecz, którym według podania miano ściąć na  naszym rynku, opolskiego księcia Mikołaja II. Mikołaj przed śmiercią miał wyrzec często cytowane gorzkie słowa…”„O Nyso ! Nyso ! Czyż dlatego moi przodkowie darowali ciebie Kościołowi, abyś mi teraz życie wydzierała ?” Często też podkreślano polskość księcia i fakt, iż wraz  z  bratem Janem Dobrym jako jedyni książęta śląscy nie znali języka niemieckiego. Według ówczesnych przekazów książę żądał aby przetłumaczono mu wyrok bo nie zna języka niemieckiego. Czy na pewno książę nie znał niemieckiego? I czy został ścięty, ponieważ był wybitnie propolski? W podcieniu nyskiego Domu Wagi znajduje się tablica  jemu poświęcona.

Abyśmy i my mogli wyrobić sobie własne zdanie, spróbuję przybliżyć nieco tę barwną postać. Książę Mikołaj II  wraz  z bratem Janem zwanym Dobry wspólnie rządzili księstwem opolsko-raciborskim. Ich ojciec książę Mikołaj I, zostawił im w spadku oprócz swego dziedzictwa niemały majątek po Bolku V Husycie. Pozwoliło im to na poszerzenie swoich ziem. Opolscy książęta rosnąc w siłę na pewno byli solą w oku niejednego dużo mniej zamożnego księcia śląskiego. W roku 1497 książę cieszyński Kazimierz II reprezentujący urząd starosty generalnego Śląska, zwołał zjazd wszystkich książąt śląskich. Zjazd  dotyczył spraw dla wszystkich niezmiernie ważnych. Przy okazji hołdu lennego, którego warunki tu ustalano, miano złożyć petycję królowi Władysławowi Jagiellończykowi o zatwierdzenie poprzednich przywilejów dla księstw śląskich. Podczas obrad w nyskim ratuszu jeden z książąt Henryk ziębicki otrzymał listy które zamierzał przeczytać na osobności.

I jak w przysłowiu …”na złodzieju czapka gore..”, tak i Mikołaj II myśląc, że jest to nakaz jego aresztowania rzucił się ze sztyletem na Kazimierza II. Drugą ofiarą krewkiego księcia był biskup Roth, którego zranił w brzuch. Ratując księciu życie, jego słudzy pomogli Mikołajowi schronić się w kościele św. Jakuba. Zwyczajowe prawo chroniło bowiem każdego kto się schronił wewnątrz kościoła. W  literaturze wspominano, że mieszczanie nyscy podburzeni przez biskupa Rotha pojmali księcia, którego potem  osadzono w wieży bramy Brackiej. W tym miejscu pojawia się pewna wątpliwość, czy ciężko ranny biskup, którego od śmierci uratowała tylko pomoc Jana Bischoffsheina  myślał w tym momencie o podburzaniu kogokolwiek? Biskup Jan Roth, bawarczyk  z pochodzenia, nie pochodził z książęcej rodziny i nie cieszył się aż takim poparciem. Miano mu za złe, że kazał się uczyć podległym sobie ludziom języka niemieckiego pod karą wygnania.

Już raczej należy winić księcia Kazimierza II, bo to on jako starosta generalny miał największy wpływ na przebieg wypadków. Z jego też być może inicjatywy, księcia Mikołaja sądziła rada miejska w Nysie. A przecież jako książę śląski, winien podlegać królewskiemu sądowi. Wyrokiem szybkiego sądu, 27 czerwca książę Mikołaj II  został ścięty na nyskim rynku.

 

Podobno Władysław Jagiellończyk, gdy doniesiono mu o skazaniu i straceniu księcia Mikołaja, wyraził jedynie irytację. Mało tego, jego zabiegi dyplomatyczne powstrzymały Jana Dobrego przed zbrojnym odwetem. Sam testament księcia Mikołaja spisany na cztery godziny przed egzekucją wiele mówi o jego osobie. Przyznał się, że był przyczyną wielokrotnego gniewu swej matki Magdaleny i powodem jej wielkich długów. Prosił też brata, aby w jego imieniu zwrócił się do wszystkich poddanych „ i tych biednych i bogatych aby wybaczyli mu jeśli by komuś coś złego uczynił”. Zobowiązał go także do wynagrodzenia  bezprawnie zabranych dóbr. Jawne przyznanie się do takich czynów mogło powstać jedynie u niezwykłego człowieka w godzinie śmierci. Podobnie jak bardzo bogate zapisy w testamencie dla najbliższych. Wcześniejsze zachowanie i testament  pokazuje księcia Mikołaja jako człowieka gwałtownego ale jednocześnie szczodrobliwego dla najbliższych zaufanych sług.

Być też może jest trochę prawdy w relacji zapisanej przez pisarza miejskiego w Brzegu. Po ścięciu księcia zapisał on tak…A wielu ludzi uważało, że doszło to do skutku z przyzwolenia boskiego. Bowiem był on jawnym gwałcicielem dziewic i w najwyższym stopniu prześladowca i ciemiężcą swoich ubogich poddanych, do tego od kilku lat żyjącym bez spowiedzi. Jednak, jak słyszałem, życie swoje zakończył wyspowiadawszy się i wykazawszy skruchę za grzechy.” A przecież napisał to człowiek  pochodzący z rodzinnego miasta matki księcia, która była córką księcia Ludwika II brzeskiego. Ona i jej dworki mówiły tylko po niemiecku. W tym też momencie pojawia się kolejna wątpliwość. Babcia księcia Mikołaja II była córką elektora brandenburskiego Fryderyka I Hohenzollerna. Jej ojczystym językiem był niemiecki, a wnukowie zapewne w tym języku z nią rozmawiali. Ojciec księcia ,Mikołaj I, nie tylko biegle znał język niemiecki ale i był autorem rozważań prawniczych w tymże języku.

Czy więc ostatni książęta opolscy naprawdę nie znali języka niemieckiego i czy byli propolscy? Dobitny jest fakt iż Jan Dobry zawarł w 1512 roku, rozszerzony układ sukcesyjny, do którego dołączył margrabia brandenburski Jerzy Hohenzollern.  A przecież ani Walentyn ani Jan Dobry, który podobno był podobno impotentem, nie mieli dzieci  i wiadomym było, iż księstwo opolsko-raciborskie przejdzie w ręce Hohenzollernów. O skłanianiu się ku tej tezie, poświadczają  również liczne herby nawiązujące do Hohenzollernów na sklepieniu kaplicy św. Anny. Znajdująca się w kościele franciszkanów wspomniana kaplica jest nazywana Piastowską i pełni rolę mauzoleum Piastów opolskich. Jako ciekawostkę można przypomnieć, iż właśnie na ten układ powoływał się Fryderyk II zajmując Śląsk w 1740 roku. „Zapomniał” tylko, że ziemie te później wymienił król czeski Ferdynand I na księstwo żagańskie i posiadłości w Dolnych Łużycach. Ale tak już jest w świecie, że każdy pretekst jest dobry, by osiągnąć cel.

Sam książę Mikołaj II zgodnie ze swoją ostatnią wolą został pochowany we wspomnianym piastowskim mauzoleum. Brama miejską przez którą wjechał żałobny kondukt do Opola została zamurowana na znak żałoby na przeszło dwa stulecia.

Na  książęcym nagrobku wyryto napis.. ”Który własnych wyczynów padłem ofiarą i podałem rękom kata, dumną, wyniosłą  głowę, tu pochowany spoczywam. Głoś wszelki przechodniu, że z książętami w niebie żyje książę Mikołaj”. Patetyczny napis podobnie jak rysunek przedstawiający scenę ścięcia księcia  Mikołaja, wykonany przez Juliusza Kossaka tworzyły legendę Piastowica. Rysunek ów zamieszczony w 1880 roku w Tygodniku Ilustrowanym służyć miał ku „ku pokrzepieniu serc” Polaków.

My natomiast żyjący w wolnej Polsce z większym realizmem patrzymy na historyczne postacie.

I zastanawiamy się czy ostatniego księcia opolskiego nazywano Dobry czy Dobrze? Książę Jan Dobry oprócz ogromnego majątku w pieniądzach i kosztownościach, które zresztą przypadły Habsburgom znany był z przytakiwania wszystkim, którzy się starali o jego sukcesję. Niektórzy mówią że nazywano go Jan Dobrze Dobrze. Czy na pewno Jan Dobry myślał o odwecie? Jan Dobry podobnie jak jego brat byli książętami niedzielnymi. Określenie to oznaczało, że nie byli samodzielni (pojedynczo). Razem rządzili księstwem. Po śmierci Mikołaja mógł już rządzić tylko według swojej woli.